czwartek, 19 marca 2026

Znowu o kościele. I o życiu zakonnym

Tadeusz Bartoś jest obecnie cenionym filozofem, wypowiadającym się też jako publicysta społeczny i krytyk kościoła, z którym po 20 latach życia zakonnego rozstał się w sposób definitywny.
Przeczytałem niedawno jego wywiad-rzekę Bóg odszedł z poczuciem winy (Prószyński i Ska, 2025) z niezwykle ostatnio aktywnym pisarsko adwokatem Arturem Nowakiem, obrońcą sądowym ofiar pedofilii w kościele, której sam w dzieciństwie doświadczył.
Można ten wywiad odczytać jako opis drogi od żarliwej religijności do całkowitego rozbratu z religią. W rezultacie i ja przestałem uważać się za ateistę. Podobnie jak Bartoś zacząłem uwaźać, że spory o istnienie lub nieistnienie Boga są jałowe. Po prostu stałem się całkowicie areligijny. Wiem, że  rozmaite religie mają swoje bóstwa i można się nimi interesować, tak jak ktoś interesuje się np. drzewami nie będąc dendrologami ani amatorami dendrologii.
Tadeusz Bartoś spędził dzieciństwo w Krotoszynie i podobnie jak starszy brat został ministrantem, czemu sprzyjała zwłaszcza bardzo religijna matka. Z sentymentem wspomina rodzinny dom i miasto oraz tamtejsze zwyczaje oraz charakterystyczną dla Wielkopolski polszczyznę. Razem z podstawówką odbywał też edukację muzyczną i zgodnie z tym zainteresowaniem oraz talentem wybrał średnią szkołę muzyczną w Poznaniu i mieszkanie w internacie. Ciekawie opowiada o swoistej stratyfikacji adeptów do zawodowego muzykowania. Swoistą elitę uczniów stanowili przyszli pianiści (którzy zresztą zostawali potem nauczycielami muzyki , a bardzo rzadko wirtuozami), następnie grający na instrumentach smyczkowych, a najniższą pozycję w hierarchii mieli grający na instrumentach dętych. Bartoś specjalizował się właśnie w grze na saksofonie i lubił występować na rozmaitych imprezach uczniowskich, a także religijnych.
Poznań w latach 80-tych był silnym ośrodkiem religijnym, w którym prym wiedli uchodzący za intelektualistów dominikanie, z legendarnym ojcem Janem Górą, organizatorem Spotkań Młodzieży w Lednicy. Imponowali oni swoją charyzmą poznańskiej młodzieży katolickiej. W efekcie Tadeusz Bartoś zdecydował się na wstąpienie do zakonu. Starał się być gorliwym mnichem, przestrzegającym literalnie obowiązujących zasad i pełnego posłuszeństwa wobec zwierzchników, które dopiero w życiu klasztornym stawało się trudne do zniesienia, zwłaszcza dla kogoś oczytanego nie tylko w świętych księgach i o otwartym umyśle. Nawet zgoda na studia czy badania naukowe zależała od przełożonego. Dostawał je, dzięki czemu mógł ukończyć studia uniwersyteckie i zyskać kolejne stopnie naukowe. Dostał nawet możliwość korzystania z bibliotek zagranicznych.
Uświadomił sobie, że jako dorosły człowiek  pewnym sensie nie odpowiadający na siebie: wszystko ma uregulowane: godzinę pobudki, porę modlitw, posiłków, nabożeństw i sam ma do dyspozycji godziny wolne. Które wykorzystywał na lektury, a przejął się zwłaszcza pismami Nietzschego oraz na pisanie do pism katolickich: "Tygodnika Powszechnego", "Więzi" i innych uznawanych za należące do tzw. kościoła otwartego.
W końcu zdecydował się na formalne porzucenie życia zakonnego, choć to rzadki wypadek. Częściej zakonnicy uzyskawszy zgodę na czasowe opuszczenie klasztoru już doń nie wracali. Dzięki czemu unikali koniecznych formalności, nacisków, perswazji. A i tak zakon ustalał jego adres zamieszkania i wysyłał wezwania do powrotu, bo jest stałą praktyką zakonów katolickich. Przeciwstawił temu np. regułę zakonów buddyjskich, w któryc można w dowolnym momencie został zakonnikiem i w dowolnym momencie bez żadnych konsekwencji klasztor i życie zakonne opuścić. 
Pominąłęm tu ciekawe rozważania na temat religii  monoteistycznych czy zjawisk z zakresu psychologii społecznej.
Pytany o apostazję stwierdził, że jest  to poddanie się procedurom kościelnym, w efekcie których i tak pozostaje zapis w księdze parafialnej, ale opatrzony dodatkowo wpisem "fugitivus", czyli zbieg. Więc poddawanie się tej procedurze właściwie niczego nie zmienia.
Dzięki elokwencji byłego zakonnika i błyskotliwemu poczuciu humoru, książka czyta się sama. Jest tu dużo zdjęć obrazujących biografię rozmówcy
Okładka książki Bóg odszedł z poczuciem winy. Tadeusz Bartoś w rozmowie z Arturem Nowakiem autora Tadeusz Bartoś, Artur Nowak, 9788383912301


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz