czwartek, 27 kwietnia 2017

Biblioteki naukowe - status czy wydmuszka?

Przeglądając dziś listę przyszłych bibliotecznych konferencji naukowych znalazłem i taką, która zaleca się tytułem Biblioteka naukowa: czy jeszcze naukowa? Skłoniło mnie to do pewnej refleksji w tej kwestii.
Pytanie, rzekłbym, brzmi dość dramatycznie i jest wyrazem zatroskania aktualnym stanem rzeczy. Z rozmów z  bibliotekarzami zdaje się wynikać, że w znacznej części bibliotek akademickich pracownicy uważają za sytuację zadowalającą, gdy dyrekcje uznają prace badawcze bibliotekarzy i publikowanie za efekt ich własnych zainteresowań. Byle nie wykorzystywali do tego służbowego czasu pracy. A gdy jeszcze dostaną zgodę na udział w konferencji naukowej i zostanie im on sfinansowany, to już można mówić o sytuacji komfortowej.
Znam jednak przypadki, kiedy bibliotekarze muszą uzyskać zgodę na publikację. Gdybyż to jednak  było efektem poddania artykułu rzeczowej recenzji ze strony specjalisty! Ale jest po prostu sposób okazywania pracownikowi, kto tu naprawdę rządzi. Jeśli nie zgoła forma cenzury. Znam też przypadki, że pracownik biblioteki wiedząc o tym, że bloguję, prosi, żebym nie wspomniał o jego udziale w konferencji. Nie wiążącej się z żadnym kosztem i do tego organizowanej w sobotę!
W efekcie nawet na największych zgromadzeniach naukowych w kraju biblioteki zatrudniające setki pracowników, mających zbiory stanowiące rewelacyjny warsztat i przedmiot badań, nie są w ogóle reprezentowane. Oczywiście, nie ma też mowy o zgłoszonym referacie czy prezentacji. 

wtorek, 18 kwietnia 2017

Historia dwóch pokoleń Żydów wrocławskich

Trafiła w moje ręce niepozorna - choć ładnie wydana przez wrocławska oficynę "Atut" - książka pod wymownym tytułem Dzieło Żydów Wrocławia, z zawężającym jednak podtytułem Stary Asch i Bauerowie - pamięć ocalona. Autorką jest ceniona współczesna, mocno już wiekowa pisarka niemiecka Dagmar Nick, potomkini XIX-wiecznego wrocławskiego małżeństwa Fanny i Alberta Bauerów, zasymilowanych Żydów wrocławskich.
Książka, oparta w dużej mierze na zachowanej korespondencji rodzinnej, zawiera dzieje jednego pokolenia - dzieci małżeństwa Bauerów, a w mniejszym stopniu także ich wnuków.
Z natury rzeczy autorka najwięcej uwagi poświęca tym swoim przodkom, którzy najwyraźniej zaznaczyli się w przeszłości swoimi zasługami i o których poniekąd w związku z tym zachowało się najwięcej dokumentów. Była to jej prababka Jenny, utalentowana malarka, ale spełniająca się w roli pani domu, a później, nie bez wpływu starszej o dwa lata siostry Liny jako działaczka organizacji kobiecych i dobroczynnych Jenny i jej mąż działacz polityczny w okresie Wiosny Ludów, co przypłacił kilkuletnim więzieniem, a potem ceniony lekarz i radny miejski Sigismund Asch oraz dwie siostry: osiadła w Wiedniu Cecylia, po mężu Adler oraz mieszkająca w Berlinie Lina, po mężu Morgenstern. Dużo miejsca autorka poświęca też najbliższemu przyjacielowi pradziadka, cenionemu w drugiej połowie XIX w.  dramaturgowi i dyrektorowi teatrów, m.in. we Wrocławiu, a potem w Berlinie Adolphowi L'Arronge.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Odchodzą weterani wrocławskiego bibliotekarstwa

W wieku 95 lat zmarł pan Edward Pomarański, przez pół wieku pracownik techniczny i magazynier w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu, świadek jej historii niemal od pierwszych powojennych lat (zatrudniony został 1 października 1948 r.) do lat dziewięćdziesiątych.
Nasza wspólna koleżanka Ewa Głodowska w 50-lecie polskiej Biblioteki Uniwersyteckiej tak pisała o Panu Edwardzie: 

"Niemal od pierwszych dni działalności Biblioteki współtworzył jej wizerunek i współuczestniczył w rozmaitych pracach bibliotecznych. Wkrótce po wojnie, jako żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji AK, więziony w monachijskim obozie pracy, przybył na Ziemie Odzyskane. Od czasu zamieszkania we Wrocławiu na kilkadziesiąt lat został wierny Bibliotece Uniwersyteckiej. Na początku, z narażeniem życia, pilnował zbiorów przed szabrownikami. Później włączył się w wielkie akcje, dzięki którym dziś mamy uporządkowane zbiory, rozbudowane magazyny i osygnowane wpływy[nabytki]. Pan Edward doskonale pamięta zburzony, tłący się Wrocław, hałdy książek i gruzów, akcje rewindykacyjne, odbudowę budynków bibliotecznych, prace przy przemieszczaniu księgozbioru".

wtorek, 21 marca 2017

Jak we wczesnym PRL-u normowano pracę w bibliotekach

Po ćwierci wieku mniej więcej ustalonego przez teorię i praktykę zarządzania podejścia do kwestii organizacji i wydajności pracy w różnych dziedzinach produkcji i usług, choć zdarzają się wciąż systemy bliskie systemowi niewolniczemu, pomysły z czasów głębokiego PRL-u mogą bawić.
Oto Komisja Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego do spraw bibliotek wykoncypowała w 1955 r. system normowania pracy w zakresie opracowania alfabetycznego druków zwartych nowych, tj. wydanych po 1800 r.
Ustalono siedem stadiów drogi książki i związanych z nim rodzajów prac - od kwalifikacji druków zwartych do sprawdzenia prawidłowości ułożenia kart katalogowych.W ówczesnych realiach w rachubę wchodziło wciąż opracowanie licznych druków zabezpieczonych po dawnych bibliotekach, księgozbiorach prywatnych, towarzystwach regionalnych i zawodowych itd.

poniedziałek, 20 marca 2017

Pilcha powieść o... No właśnie, o czym?

Książki Pilcha czytam głównie dla sztuki narracji i oryginalnych spostrzeżeń. Jeśli do tego trafi się zręcznie ujęta intryga lub anegdota, to  traktuję je jako dodatkowy bonus. 
Tak też podszedłem do niedawno kupionej książki do biblioteki. Wziąłem ją do domu, a gdy dzień czy dwa później trafiłem na fakturze od dostawcy na tytuł Tysiąc spokojnych miast zdziwiłem się, że nie ma go na półce. Pomyślałem, że może to akurat nowy (dla mnie) Pilch. Zajrzałem do Google'a i rzeczywiście,  w ofercie którejś z księgarń internetowych widniała okładka z fotografią Władysława Gomułki. Bo tymczasem przeczytałem kilkadziesiąt stron zapisków jedenastolatka, wiernie notującego rozmowy swego ojca ze swoimi znajomymi, nic sobie nie robiąc z obecności chłopca, zapewne nie podejrzewając go zdolności do wiernego zapamiętywania i spisywania ich słów. Ci zaś, jedni z większym zapałem, inni z pewnym dystansem i wahaniami lub sprzeciwem wobec zamiaru dyskutowali o  zgłoszonym przez jednego z nich planie zamachu na I sekretarza PZPR. A na wykonawcę zamiaru, polegającego na strzale z japońskiej kuszy wyznaczono właśnie chłopca.