wtorek, 21 marca 2017

Jak we wczesnym PRL-u normowano pracę w bibliotekach

Po ćwierci wieku mniej więcej ustalonego przez teorię i praktykę zarządzania podejścia do kwestii organizacji i wydajności pracy w różnych dziedzinach produkcji i usług, choć zdarzają się wciąż systemy bliskie systemowi niewolniczemu, pomysły z czasów głębokiego PRL-u mogą bawić.
Oto Komisja Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego do spraw bibliotek wykoncypowała w 1955 r. system normowania pracy w zakresie opracowania alfabetycznego druków zwartych nowych, tj. wydanych po 1800 r.
Ustalono siedem stadiów drogi książki i związanych z nim rodzajów prac - od kwalifikacji druków zwartych do sprawdzenia prawidłowości ułożenia kart katalogowych.W ówczesnych realiach w rachubę wchodziło wciąż opracowanie licznych druków zabezpieczonych po dawnych bibliotekach, księgozbiorach prywatnych, towarzystwach regionalnych i zawodowych itd.

poniedziałek, 20 marca 2017

Pilcha powieść o... No właśnie, o czym?

Książki Pilcha czytam głównie dla sztuki narracji i oryginalnych spostrzeżeń. Jeśli do tego trafi się zręcznie ujęta intryga lub anegdota, to  traktuję je jako dodatkowy bonus. 
Tak też podszedłem do niedawno kupionej książki do biblioteki. Wziąłem ją do domu, a gdy dzień czy dwa później trafiłem na fakturze od dostawcy na tytuł Tysiąc spokojnych miast zdziwiłem się, że nie ma go na półce. Pomyślałem, że może to akurat nowy (dla mnie) Pilch. Zajrzałem do Google'a i rzeczywiście,  w ofercie którejś z księgarń internetowych widniała okładka z fotografią Władysława Gomułki. Bo tymczasem przeczytałem kilkadziesiąt stron zapisków jedenastolatka, wiernie notującego rozmowy swego ojca ze swoimi znajomymi, nic sobie nie robiąc z obecności chłopca, zapewne nie podejrzewając go zdolności do wiernego zapamiętywania i spisywania ich słów. Ci zaś, jedni z większym zapałem, inni z pewnym dystansem i wahaniami lub sprzeciwem wobec zamiaru dyskutowali o  zgłoszonym przez jednego z nich planie zamachu na I sekretarza PZPR. A na wykonawcę zamiaru, polegającego na strzale z japońskiej kuszy wyznaczono właśnie chłopca.

niedziela, 12 marca 2017

Ambaras z literaturą zagraniczną w bibliotekach za Bieruta

Historycy powojennego bibliotekarstwa w Polsce zdają się nie zauważać pomocy ze strony instytucji zagranicznych. Być może dlatego, że nie była ona spektakularna, ani specjalnie przez władze państwowe oczekiwana, jeśli nie zgoła kłopotliwa.
W aktach Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu znalazłem parę potwierdzeń odbioru książek zagranicznych przekazanych przez polskie placówki dyplomatyczne w Pradze, Moskwie i Paryżu. Najciekawszy jednak zdaje się list attache kulturalnego Ambasady Polskiej w Waszyngtonie Czesława Miłosza z 8 października 1947 r. do Ministerstwa Oświaty, rozesłany też prawdopodobnie do rektorów wszystkich polskich uniwersytetów, skoro trafił i do Wrocławia. Informuje on, że przyjął skargę wicedyrektora Commition for International Education Reconstruction dra Stanfortha, który podczas pobytu w Polsce stwierdził, że paki z książkami wysłane do Biblioteki Narodowej w celu zaopatrzenia tej biblioteki oraz bibliotek naukowych w Polsce tylko w części trafiły pod wskazany adres, a z tej  części tylko niektóre wcielone zostały do zbiorów i w ogóle nie rozesłane do innych bibliotek. Stanforth wyraził przypuszczenie, że pozostała część pak spoczywa w magazynach portu w Gdyni, ale nie mógł tego stwierdzić. Jednocześnie ostrzegł, że akcja pomocy bibliotekom polskim będzie kontynuowana tylko pod warunkiem realizacji celów komisji.


sobota, 4 marca 2017

Nauka buduje podstawy socjalizmu w planie sześcioletnim. Wystawa w Bibliotece Uniwersyteckiej 67 lat temu

Czego by o PRL-u nie powiedzieć, to przyznać trzeba, że na swych sztandarach umieścił potrzebę zwalczania analfabetyzmu i rozwijania oświaty oraz upowszechniania czytelnictwa. Prowadzono ją topornie, ale nie bez efektów. Z opowieści mamy wiem, że połowa mieszkańców wsi, z której się wywodzę, w przeważającej mierze kobiet, dzięki akcji walki z analfabetyzmem nauczyła się czytać i pisać. Niemal do każdego gospodarstwa docierała abonowana za przysłowiowy psi grosz prasa rolnicza. Najczęściej była to "Gromada", a po połączeniu dwóch tytułów w jeden "Gromada. Rolnik Polski". Dość często kobiety zamawiały też prenumeratę tygodnika "Przyjaciółka". Czytała ją moja mama, która sztukę czytania posiadła właśnie dzięki kursom dla analfabetów.
Przejawem dbałości o upowszechnianie czytelnictwa była inicjatywa Naczelnej Rady Książki przy Ministerstwie Oświaty organizacji dorocznego Święta Oświaty w pierwszych dniach maja. Włączyły się do nich partie polityczne, organizacje młodzieżowe, organizacje społeczne, a przeprowadzenie imprez, czyli kiermaszów książek,  odczytów, spotkań z pisarzami wzięły na siebie biblioteki, wydawnictwa, szkoły oraz księgarnie.

wtorek, 28 lutego 2017

Socjalistyczne współzawodnictwo pracy bibliotek uniwersyteckich. Tak było

Stalinizacja w gospodarce, nauce i kulturze zaczęła się kilka lat później niż w polityce. Zaczęła się mniej więcej rok - półtora roku po ogłoszonych sfałszowanych wynikach referendum pod nazwą "3 x tak". Wtedy zaczęła się proklamowana przez wicepremiera Hilarego Minca "bitwa o handel", Włodzimierz Sokorski zaczął intensywnie wprowadzać socrealizm w literaturze, muzyce i sztukach plastycznych, a Kongres Nauki Polskiej w lipcu 1951 r. mógł już tylko ogłosić trwającą realizację "reformy" szkolnictwa wyższego na wzór radziecki, polegającą m.in. likwidacji niektórych kierunków studiów, pozbawieniu prawa do wykładania części profesury oraz oparciu na literaturze radzieckiej. Biblioteki uniwersyteckie rozliczano z liczby nabywanych książek i czasopism radzieckich oraz ich przekładów na język polski. W arkuszach sprawozdawczych wprowadzono w związku z tym odpowiednią rubrykę.
Szał zaczął się wraz z ogłoszeniem Planu Sześcioletniego (1949-1951), kiedy to wszędzie gdzie się dało i nie dało wprowadzono radziecki system pracy: narady produkcyjne, współzawodnictwo socjalistyczne, walka o przekraczanie planów produkcyjnych i ogłaszanie tytułów przodowników pracy, szczegółową sprawozdawczość w coraz krótszych okresach czasu, aż do comiesięcznych.
Piszę o tym, gdyż w aktach Biblioteki Uniwersyteckiej znalazłem rezolucję uchwaloną podczas narady produkcyjnej w czerwcu 1950 roku o podjęciu socjalistycznego współzawodnictwa pracy. Warto przytoczyć ten dokument:

Pracownicy Biblioteki Uniwersyteckiej na naradzie produkcyjnej w zrozumieniu wielkich zadań, jakie czekają biblioteki naukowe, których rolę i drogę rozwoju wytyczy zbliżający się Kongres Nauki [a więc już rok wcześniej ukartowano uchwały], postanawiają:
1) korzystając z własnych racjonalizatorskich pomysłów usprawnić i wzmóc wydajność pracy dla realizacji planu sześcioletniego,
2) podnieść dyscyplinę pracy i rozwinąć socjalistyczne współzawodnictwo.

Do współzawodnictwa wezwano Bibliotekę Uniwersytecką w Poznaniu, która widać nie mogła się z tego wywinąć i niebawem, w październiku zawarta została umowa między obiema bibliotekami. 
Według paragrafu 3 tej umowy
Współzawodnictwo obejmuje druki z wpływu antykwarycznego wydawnictw sprzed 1939 r., druki z zakupów i darów zagranicznych oraz druki bieżące z egzemplarza obowiązkowego.

Pod uwagę miał zostać wzięty czas opracowania druków sprzed 1900 r., po tym roku i bieżących nabytków. Biblioteki ścigać się miały w zakresie pełnego katalogowania z odsyłaczami i kartami dodatkowymi, klasyfikacji oraz włączania kart do katalogu alfabetycznego i systematycznego.
Miała zostać powołana Komisja Współzawodnictwa złożona m.in. z dyrektorów obu bibliotek, kierowników działów opracowania, przedstawiciela innej biblioteki naukowej oraz przedstawicieli PZPR i ZNP oraz dwóch rzeczoznawców.
 dyrektorzy obu bibliotek zobowiązali się zapewnić "takie warunki pracy, by wydajność pracowników mogła być maksymalną" oraz zapewnić współzawodniczącym pracownikom premie.
Zaś 

Biorący udział we współzawodnictwie zobowiązują się usprawniać i racjonalizować czynności, prowadzić system oszczędnościowy oraz brać udział w pracach społecznych.

Co było dalej akta milczą. Pewnie obie strony uznały, że sprawa jest dęta i na spisaniu umowy poprzestano. Pewnie nawet nie powołano Komisji Współzawodnictwa, ani nikt nie otrzymał premii. No i nie znamy nazwiska bibliotekarskiego stachanowca.