Bieszczady mają swego wiernego historyka. Krzysztof Potoczała jest dziennikarzem i reportażystą, który swoje zainteresowania skupił na historii najnowszej i dniu dzisiejszym Bieszczadów.
Najnowsza jego książka O czym drzewa w Bieszczadach nie szumią (Znak, 2025) jest pod wieloma względami wyjątkowa. W wyniku drobiazgowej analizy nielicznych dokumentów, lub zgoła mikrośladów, jak wytrawny śledczy odtworzył tragiczną historię rodziny Lejnnerów, z której z holokaustu ocalała tylko córka przedwojennego handlarza zbożem Szulamit (Salomea), który z Sambora przeniósł się do Ustrzyk Dolnych i jej brat. Który zresztą nie nacieszył się życiem, gdyż tuż po wojnie z obozu dipisów (osób, które ocalały z wojny, ale straciły miejsce zamieszkania) próbował przedostać się do Palestyny, ale przeładowany ludźmi statek zatonął).
Początek dwudziestego wieku aż do rozpoczęcia wojny autor przedstawia nieomal jak każde inne kresowe miasteczko. Topografia, w tym dom zajmowany przez rodzinę Lejnnerów, życie społeczne, relacje między ludnością żydowską i polską, zajęcia, życie towarzyskie i religijne. Wystarczyło tylko przedstawienie amatorskie napisane przez miejscowego lekarza, żeby nacjonalistyczny lokalny pismak Klaudiusz Hrabyk (starsi pamiętają go jako herolda kierowanej przez PZPR i jej propagandę hecy antyżydowskiej w 1968 r.) napisał serię artykułów o antypaństwowej aferze w Ustrzykach.Po śmierci Piłsudskiego nastroje antyżydowskie wzmogły się, ale prawdziwa gehenna zaczęła się z początkiem wojny. Najpierw przyszli tu Niemcy, którzy zmuszali Żydów do rozmaitych prac, więzili i znęcali się nad nimi. Przyjście Rosjan przywitali z ulgą, ale ci szybko zaczęli robić bolszewickie porządki z kolektywizacją wszystkiego, co się dało, a opornych czekały wywózki , jak się wtedy mawiało "w głąb Związku Radzieckiego. Szulamit próbowała wtopić się w polskie środowisko, nauczyła się polskich modlitw i nawet wzięła katolicki ślub. Małżenstwo długo nie potrwało.
Wraz z napaścią Niemiec na Związek Sowiecki znów przyszli Niemcy. A wraz z nimi terror, strzelanie przez gestapowców, zwłaszcza przez komendanta z Sanoka, dla którego zabijanie Żudów sprawiało swego rodzaju zabawę lub zgoła przyjemność. W Ustrzykach powstało getto , do którego zwieziono Żydów z okolicznych wsi i miasteczek. Poszła doń wraz z rodzicami i rodzeństwem Sulamit. Stamtąd wywieziono Żydów do obozów koncentracyjnych, głównie do Sobiboru. Tam też trafiła rodzina Lejnerów.
W obozie zorganizowano próbę ucieczki, w której wzięła udział także Szulamit. W ponad stu uciekinierów do odległego o ok. sto metrów lasu uciekła garstka. Także postrzelona w nogę Szulamit. Udało się jej dotrzeć do Krakowa, do polskiej rodziny z Ustrzyk. Odkarmiona, ubrana, nie czuła się bezpiecznie w okupowanym Krakowie. Zdecydowała się na dalszą niebezpieczną drogę i już w pierwszych tygodniach po wojnie znalazła się w obozie dla dipisów. Jej nie udało się popłynąć do Palestyny, gdyż statek z nią został przez Anglików zawrócony. Tam wyszła za mąż, zatajając przed żydowskim mężem swoje wcześniejsze małżeństwo katolickie, i ostatecznie osiadła we Francji, gdzie dożyła sędziwego wieku. Nie zdecydowała się na podróż w rodzinne strony, żeby uniknąć wspomnień tragicznych przeżyć. Zrobił to dopiero jej jedyny syn.
Jej historia potwierdza, że niemal wszyscy Niemcy, którzy trafili do gett i obozów uszli z życiem cudem. Łatwiej było tym, którzy mając rodziny na wsiach tam względnie bezpiecznie przetrwali wojnę. Jeśli nie doniósł na nich wścibski i chciwy sąsiad
niedziela, 6 lipca 2025
Losy Żydów bieszczadzkich
czwartek, 4 sierpnia 2022
Muzyka z wojną i holokaustem w tle
Niezwykle rzadko zdarza mi się przeczytać książkę w jeden dzień, a właściwie w jedną dobę. Bo zacząłem wczoraj przed obiadem, a dziś skończyłem przed przedobiednią kawą. Taki mamy rytuał od kiedy jesteśmy "weteranami pracy", że kawa jest ok. 12.00, chyba że komu coś wypadnie. wtedy pijemy na mieście.
Kiedy w "Angorze" (a może w Newsweeku"?) znalazłem notkę o książce, którą nie mogła mnie nie zainteresować - muzyka i wojna z holokaustem w tle.
Bohaterką jest autentyczna postać - japońska wybitna skrzypaczka Nejiko Suwo (1920-2012). W momencie, w którym wplątana jest w intrygę jest 23-letnią studentką konserwatorium paryskiego, wysłana tam przez rodziców za namową swej rosyjskiej ciotki, która przed Sowietami znalazła miejsce do życia w Japonii, z postanowieniem, że wróci do kraju po śmierci Stalina. Ambasada Japonii w Berlinie dla podkreślenia sojuszu państw osi z pomocą niemieckiego urzędnika zajmującego się w e Francji grabieżą dzieł sztuki na potrzeby Rzeszy wytypowała młodą, piękną Japonkę, której Joseph Goebbels uroczyście przekaże na własność drogocenne skrzypce Stradivariusa. Dostaje też elegancko wyposażone mieszkanie w centrum Paryża z zaznaczeniem, że po muzyku. Z pewnością przejętym po Francuzie zdemaskowanym jako Żyd. Młoda skrzypaczka zdaje się też domyślać, że została obdarowana instrumentem podejrzanego pochodzenia, ale jej pytania czy to pod pod adresem niemieckiego urzędnika czy pracownika japońskiej ambasady są zbywane. Dostaje się do orkiestry prowadzonej przez niemieckiego wybitnego dyrygenta Knappertbuscha (1888-1965), którą często dyryguje sławny Wilhelm Furtwaegler (1886-1964), znajdujący usprawiedliwienie dla swej aktywności artystycznej tym, że nie graja w krajach podbitych, że nie opuścili ojczyzny lub że muzyka nie ma treści politycznej. Nejiko gra w orkiestrze pierwsze skrzypce i partie solowe i też usprawiedliwia się i przed matką, i ciotką, do których pisze listy, że i ona sama jest artystką i wykonuje swoją misję, a muzyka jest apolityczna. Ale jednak orkiestrze zabrania się grania muzyki pewnych kompozytorów, w tym oczywiście żydowskich.
W tle zaś po klęsce staligradzkiej Niemcy sie cofają, tymczasem w wojnę angażują się Stany, ale ulokowany w Paryżu sztab głównego grabieży dzieł sztuki wszystkiego co cenne.
Autor przytacza fragmenty raportów Sztabu Specjalnego Muzyka, wedle którego w lutym 1943 r. wysłano skrzypce Stardivariusa (najpewniej tego, który dostał się Nejiko Suwa), dwa miesiące później 120 fortepianów, pięć dni później dalszych 75, a tydzień później dalszych ponad 1000, a dalej jeszcze setki sztuk fortepianów i pianin oraz setki wagonów innych instrumentów, partytur.
Po wojnie pracownicy ambasady oraz osoby, które były w zasięgu jej działania, w tym i nasza skrzypaczka ewakuują się do Gastad, gdzie zastają ich Amerykanie. Zostają wywiezieni do Stanów, a stamtąd wreszcie jedni uwolnieni od odpowiedzialności wracają do ojczyzny.
Przy okazji czytelnik dowiaduje się, że Japończycy też stworzyli obozy koncentracyjne dla podbitych ludów, w tym amerykańskich żołnierzy i że mieli tez swoich Mengele'ów, prowadzących co najmniej równie okrutne eksperymenty medyczne i w ramach ekspiacji ich wyniki przekazują Amerykanom. Japończycy też mają swoją Norymbergę. Cesarz Hirohito nie został skazany, ale musiał się zobowiązać do zmiany stylu sprawowania funkcji i działać na rzecz utrzymania jedności społeczeństwa.
Śladem bohaterki podąża narrator powieści, który ma zlecone zadanie dotarcia do niej i uświadomienia, jaką proweniencję mają skrzypce. Nawet udaje mu się do niej dwukrotnie dotrzeć, ale to wszystko.
Mamy tu do czynienia z niespotykaną sytuacją. Bohaterka jest postacią autentyczną, narrator zaś fikcyjną. Jest nieco starszym od Nejiko trębaczem z wyższym wykształceniem muzycznym, pasjonującym się jazzem i mającym okazję grać z najwybitniejszymi amerykańskimi jazzmanami, gdyż w ślad za bohaterką podążył do Stanów, skąd jako "nękający skrzypaczkę został deportowany. Potem to samo spotkało go w Japonii. Ale przy okazji czytelnik dowie się co nie co o jazzie pierwszych powojennych lat.
Mam nadzieję, że zaciekawiłem tym wpisem świetną książką, która być może każe zastanowić się nad tym, jak zachowałby się w sytuacji, a jakiej znalazła się młodziutka adeptka sztuki muzycznej
niedziela, 30 maja 2021
Zagłada w obrazkach
wtorek, 6 kwietnia 2021
Trudna pamięć o polskim wkładzie do holokaustu
Kawałek po kawałku, bo jednym ciągiem się nie da, doczytałem do końca reportaż, a właściwie cykl reportaży z Kurpowszczyzny i i Podlasia, krainy miasteczek z racji znacznej liczby zamieszkałych przez ludność żydowską, zwanych sztetłami. Pojedyncze rodziny żydowskie, najczęściej drobnych sklepikarzy, czasem też rzemieślników, trudniących się najczęściej szewstwem lub krawiectwem, zamieszkiwały także wsie. O zagładzie Żydów w tej części Polski pisze badacz pamięci o Holokauście Mirosław Tryczyk w książce Drzazga : kłamstwa silniejsze niż śmierć (Znak, 2020).Podczas okupacji sowieckiej po 17 września cała ludność na tych terenach nie mogła czuć się bezpiecznie. Sołdaci, czasem też podoficerowie nie mieli skrupułów w przywłaszczaniu sobie towarów w sklepach, ale mnożyły się też przypadki zgwałcenia, pobicia i zastraszania kobiet.Najgorsze jednak przyszło wraz z zajęciem tych terenów przez Niemców z ich misją eksterminacji Żydów. Robili to sami, ale często wysługiwali się ludnością polską. Miejscowi funkcjonariusze niedawnego jeszcze państwa polskiego, a więc policjanci, poczciarze, wójtowie czy burmistrzowie rzadko miewali opory przed oddaniem się w slużbę okupanta. Do tego dochodziła młodzież zrzeszona w różnych organizacjach nacjonalistycznych, popieranych przez miejscowych księży, niektórzy zresztą angażujący się w te organizacje. A także po prostu zwykli mieszkańcy, a na wsi chłopi.Zdarzało się, że Niemcy wyłapali miejscowych Żydów, całe rodziny, zwozili na rynek miasteczka i ogłaszali, że miejscowi mogą z nimi zrobić co zechcą. No i ci rzucali się na bezbronnych ludzi jak dzikie bestie, mordowali czym mieli pod ręką - siekierami, kijami, czasem odpowiednio okutymi w miejscowej kuźni i zabijali na miejscu, zapędzali do stodoły, którą następnie podpalali, gwałcili kobiety, a czasem przeganiali Żydów za miasto lub na okoliczny kirkut i tam dokańczali dzieła. Po czym nie bacząc na to, czy wszyscy zostali zabici wrzucali ciała do wykopanego wcześniej rowu i zasypywali ziemią. Według niektórych świadków, bo gapiów lub po prostu nie chcących brać w tym udziału, ale patrzących z okien też trochę było, a inni odważyli się pójść na miejsce każni dzień później, ziemia na tych masowych grobach jeszcze sie ruszała lub wydobywała się z niej para.No i zaczynał się wyścig do co lepszych domów pożydowskich, pozostawionych sprzętów, odzieży, obuwia i bielizny. Czasem zdzierano odzież, bieliznę i buty zanim zabrano się do zabijania.
niedziela, 4 sierpnia 2019
O czytaniu, cenzurze, Polsce dziś i innych lekturach
Czytam głównie w domu, wieczorem, w dni wolne od pracy także przy wydłużonym w czasie śniadaniu. Wybierając się na popołudniowe spacery biorę książkę pod pachę, a gdy biorę kijki, do plecaka i w czasie popasu w jakimś barze zamawiam winko, otwieram książkę i spędzam nad nią nieco ponad pół godziny. Dziś np. zabrałem tom opowiadań Karnawał Gerharta Hauptmanna. Bo jednak po zwiedzeniu jego muzeum w Jagniątkowie, warto choć w niewielkim zakresie poznać twórczość niemieckiego noblisty. A część z nich niezależnie od wybitnych walorów literackich (miejscami ma się wrażenie, że autor chce zachwycić czytelnika swoją metaforyczną sztuką narracji) wprowadza w klimat niemieckiej dolnośląskiej prowincji początku XX wieku.
Ale bardziej poruszyły mnie inne książki.Otóż postanowiłem poznać pisarstwo innego noblisty, J.M. Coetzee. Trafiłem na zbiór bardzo erudycyjnych esejów o różnych przejawach cenzury Obraza (Znak, 2011). Nie przeczytałem wszystkich rozdziałów. Pominąłem te, które dotyczyły realiów ojczyzny pisarza.
środa, 28 marca 2018
Była Żydówka, nie ma Żydówki
Tak mogę sądzić po lekturze mikropowieści Była Żydówka, nie ma Żydówki (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2008). Prosta z pozoru, ale nasycona mitami i stereotypami, historia osoby, która ocalała z Holokaustu i chce o tym opowiedzieć swoim pobratymcom w Stanach Zjednoczonych, którzy ją tam zaprosili i byli ciekawi jej losów. Ale ma obawy, że jej nie uwierzą. Wyręcza ją autor. Wiejska rodzina ukrywa ją w stodole, w tajemnicy przed dziećmi, bo mogą wypaplać. Wiedzą tylko tyle, ile było konieczne, czyli że wstąpiła w nadziei na pożywienie i poszła sobie. Dzieci jednak wypatrzyły ją i trzeba im było wytłumaczyć, że to co widziały to jakaś zjawa. Nie ryzykowała jednak i dołączyła do grupy ludzi pędzonych do pracy.
Powieść kończy przejmujący wiersz zaczynający się od słów:
My mieszkańcy europejskiej Krainy Nigdzie,
Jesteśmy zazdrośni o Wasze pierwszeństwo w dziejach cierpienia narodów...Jakby autor przeczuł nadejście dzisiejszych macherów od polityki historycznej i ich publiczności...

niedziela, 25 marca 2018
Historia jednego żydowskiego życia. Jedna z wielu
Pamiętam rok 1968 i to, co obserwuję teraz, może dzięki istnieniu mediów społecznościowych, wydaje mi się groźniejsze. Wtedy fala antysemityzmu została sprokurowana przez obóz władzy i była sterowana przez PZPR w zakładach pracy, wojsku i milicji. W gazetach pojawiały się tylko odezwy "zatroskanych grup obywateli". A teraz rozlewa się szeroką falą.
