Już chyba ponad miesiąc temu przeczytałem książkę Gehenna : kościelna okupacja Polski (Agora, 2025), która jest wywiadem-rzeką Artura Nowaka z prof. Stanisławem Obirkiem, który kilkanaście lat temu po zamknięciu mu ust przez władze zakonu jezuitów poczuł się zmuszony do opuszczenia zakonu oraz stanu duchownego. Jest obecnie profesorem na Uniwersytecie Warszawskim i zdeklarowanym krytykiem kościoła, a polskiego w szczególności.
W moim odbiorze, prof. Birek przekonująco dowodzi, zwłaszcza w pierwszym rozdziale, że Polska została wciągnięta w sferę władz kurii rzymskiej. O czymś, co głosi się jako chrzest Polski niewiele w gruncie rzeczy wiadomo. Niemiecki biskup Thietmar, żyjący na przełomie X i XI wieku, zwolennik cesarza Henryka II, kronikarz Niemiec, twierdził, że państwo Mieszka I jest krajem pogan i powinno został schrystianizowane. Gall Anonim, zakonnik i żyjący jeszcze później Wincenty Kadłubek, zakonnik, późniejszy jeszcze kronikarz sławili już Mieszka I, którzy przyjął chrzest, choć nie dysponowali żadnymi źródłami, żeby ustalić datę, kiedy to się stało. Nie wiadomo, jakim cudem przyjęto oficjalnie nie tylko rok, ale i datę tego zdarzenia. Pisali o tym, jak tworzył na ziemiach polskich biskupstwa i sprowadzał księży i biskupów. Choć tak naprawdę ludność na niektórych obszarach jeszcze w XIV w. czciła bożków słowiańskich.
Jakoś nie uwypukla się tego, że koronę na głowę Bolesława Chrobrego, który zdecydowanie umacniał władzę kościoła, włożył cesarz niemiecki w imieniu cesarstwa rzymskiego. I od tego czasu kontrolę nad rządami kolejnych władców w mniejszym lub większym stopniu sprawują biskupi i kardynałowie, ustanawiani przez Rzym, a tzw. lud Boży przez szeregowych kapłanów. A poniekąd puentą tej historii jest konkordat z 1993 r. , który faktycznie jest dyktatem Watykanu pod adresem rządu Polski.
Autorzy przypominają, że wszelkie bunty przeciw władzy, która wg kościoła pochodzi od Boga, były potępiane przez hierarchów kościoła.
W następnych rozdziałach mowa jest o korzeniach i historii antysemityzmu w kościele, o Janie Pawle i jego kręgu towarzysko-"zawodowego", o strażnikach naszej moralności i wybitnej roli w tym dziele zakonu jezuitów z Piotrem Skargą na czele, o kulcie maryjnym i wkładzie kard. Wyszyńskiego w dziele umocnienia kultury maryjnego, z którym wiązało się radykalne spłycenie katolicyzmu, sprowadzającego się do coraz bardziej czczych rytuałów.
Rozdział o wyzysku poświęcony jest przywilejom dla kościoła nadanym mu przez władze III Rzeczypospolitej. Jeśli się te wszystkie dobra zbierze w jednym miejscu, obraz okazuje się przerażający. Za to, że kościół siłami paru biskupów i księży wspierał opozycję w PRL-u zbiera do dziś olbrzymi haracz. Nie tylko w formie tzw. Komisji Majątkowej, która oddała lub wprost przekazała nieruchomości wartości ponad 6 miliardów złotych i ok. 66 tys. hektarów ziemi, w tym dobra, które z natury rzeczy nie mógł odebrać PRL, np. na Ziemiach Zachodnich. Kilka miliardów złotych uzbierało się się w formie Funduszu Kościelnego, wypłacanego co roku przez ponad 30 lat w kwocie, która już znacznie przekracza ćwierć miliarda rocznie. Miliardy płyną do Kościoła na skutek dyktatu Watykanu na skutek konkordatu. Państwo zobowiązało się do niekontrowanej przez nie katechezy od przedszkola po szkoły średnie, ustanowienie kapelanów w jednostkach wojskowych, na policji, w wojsku, szpitalach, a nawet w kancelarii prezydenckiej. To nie koniec listy, autorzy wymieniają jeszcze inne.
Jako kluczowy odebrałem rozdział zatytułowany "Zniewolony umysł. Katolicka toksyna". Autorzy stwierdzają coś co widać gołym okiem:że kościół w Polsce zamknął się w przedsoborowym bunkrze, że w teologii panuje całkowity marazm. Nie podejmuje się żadnych prób wyjścia poza myśl Jana Pawła. Cytatami z niego przeplatanymi zdaniami z Ewangelii żongluje się jak piłeczkami w cyrku. Cóż się dziwić, gdy polski papież ostro reagował na wszelkie przejawy wolnej myśli teologicznej na Zachodzie!
Stałym motywem w dyskusjach są utyskiwania na upadek moralności, co Jan Paweł II ujął w słowach, że człowiek dziś żyje tak, jakby Boga nie było". Jakby nie zauważali, że z życia codziennego zniknęła niemal całkowicie przemoc, że nie rządzą nami okrutni władcy, a władza jest z wyboru i nie wymusza bezwzględnego posłuszeństwa, że w kulturze Zachodu eliminuje się dyskryminację mniejszości, że staliśmy się wrażliwi na dobrostan zwierząt itd. Kościół chciałby nadal żyć przeszłością ze wszystkimi jej patologiami oraz strachem przed Obcym. Ale w kościele, zwłaszcza polskim, dyskryminacja mniejszości, głoszenie posłuszeństwa, w tym żony wobec męża trwa jak gdyby nigdy nic. Zamiast ewangelizacji wytyka się nie tylko ateizm, ale i wszelkie "nowoczesne" praktykowanie wiary, np. księży , jak to się określa kościoła otwartego wraz z ich środowiskami.
Może nie nazwałbym tego gehenną, ale wpływ kościoła na nas wszystkich - wierzących i niewierzących jest przemożny

