Niedawno pisałem tu o wspomnieniach Zygmunta Blumenfelda, starszego o dziewięć lat lat kuzyna Henryka Markiewicza i ich wspólnej odysei od Krakowa przez Lewów, Syberię do Uzbekistanu. Tam ich drogi się rozeszły, gdyż starszy z nich dostał się do armii gen. Andersa, a młodszy miał mniej szczęścia.
Dziś przeczytałem - od początku do końca - wywiad-rzekę, którą na początku obecnego stulecia przeprowadziła z samym Henrykiem Markiewiczem, zmarłym niedawno wybitnym teoretykiem i historykiem literatury, znanym szerzej jako autor \zbioru cytatów i aforyzmów "Skrzydlate sowa". Poznałem dzięki temu dalsze jego losy w Związku Radzieckim oraz dzieje powojenne. Jeśli to, że osiadł w Krakowie do końca swego długiego życia nazwać dziejami.
Urodzony w 1922 r. w spolonizowanej rodzinie żydowskiego współwłaściciela firmy zajmującej się importem alkoholi szybko posiadł umiejętność czytania i zanim zastała go wojna miał za sobą lekturę całej niemal klasyki literackiej polskiej i europejskiej oraz cały szereg publikacji w prasie codziennej i literackiej. Podpisywał je na ogół kryptonimami i nie zdradzał swego wieku, w obawie, że zostałyby odrzucone. Na zsyłce, która była następstwem odmowy przyjęcia obywatelstwa radzieckiego, z konieczności nauczył się rosyjskiego i czytał, co mu wpadło w ręce, nie wyłączając tekstów Lenina, Stalina i Plechanowa.
Kiedy armia Andersa opuściła Związek Radziecki zaczął się okres głodowania, w wyniku czego zmarł jego ojciec, on sam zaś z ledwością uszedł z życiem trafiwszy do szpitala, gdzie najpierw został odkarmiony, a potem wyleczony, najpewniej z tyfusu. Zanim szpital został zlikwidowany już jako ozdrowieniec za dodatkowe dwie kromki chleba z omastą pracował jako noszowy, a potem nocny stróż.A że przybywało dzieci, stworzono przy szpitalu ochronkę, a Markiewiczowi zaś, z uwagi na oczytanie i kulturę słowa powierzono zadania wychowawcy. Gdy powstał i został uznany przez Stalina (inni twierdzą, że został z jego inicjatywy stworzony) Związek Patriotów Polskich, ochrona przekształcona została w szkołę podstawową z językiem polskim, a Markiewicz został nauczycielem .Musiał radzić sobie z nimi mając tylko własną pamięć szkolnego elementarza, własnych lektur oraz pisanych jeszcze w Krakowie rozprawek o poszczególnych wybitnych pisarzach.