Dostałem pod choinkę pięć książek z listy, którą podrzuciłem Gwiazdorom. Zaraz po świętach zabrałem się za najcieńsszą. I nie doczytawszy do końca odłożyłem ją na stosik
"do ewentualnego dokończenia", gdy zostanę rzucony gdzieś na odludzie.
Krytycy literaccy są zachwyceni formą narracji powieści Tkanki miękkie Zyty Rudzkiej i opisanymi trudnymi relacjami dojrzałego mężczyzny, któremu sie w domu nie układa, z sędziwym ojcem, wiejskim lekarzem, z początkami demencji starczej.
Pobrzmiewają echa wojny w biografii poslubionej i zmarłej tymczasem żony Ukrainki, o której uparcie, właśnie w sposób pzypominający demencję, wspomina ojciec, jakieś przepełnione goryczą myśli głównego bohatera, lekarza pediatry, trochę przypominające monologi Adasia Miauczyńskiego z "Dnia świra".