W moich czasach szkolnych książki Igora Newerlego były lekturami obowiązkowymi. W podstawówce należało przeczytać "Chłopca z Salskich Stepów" a w liceum "Celulozę". Do tej pierwszej pewnie się nie przyłożyłem, bo tylko ogólnie wiem, o co w niej chodziło. Natomiast Pamiątkę z celulozy" przeczytałem uważnie, po przemówiła do mnie historia wiejskiego chłopaka do pracy w fabryce i jego społeczne dojrzewanie. Może dlatego, że sam wyszedłem ze wsi i czułem, że czeka mnie przyszłość w mieście? Szkolna analiza, sprowadzająca się do wyszukiwania szczegółów umiłowania przez autora miłości ojczyzny, np. przez opis pól, pośród których bohater zdążał do pracy, krytyki kapitalizmu przez wyszukiwanie opisów przejawów wyzysku i złego traktowania robotników oraz dojrzewania bohatera do świadomości ideowej, jakoś mnie powieści nie zbrzydziła. Lubiłem też oglądać film "Celuloza" z wybitną rolą jakby urodzonego do niej Józefa Nowaka. Mniej udana była, nie tylko moim zdaniem, kontynuacja losów szczęsnego zatytułowana "Pod frygijską czapką", do której scenariusz tez napisał Newerly, ale nie uznał za wartą publikacji w wersji powieściowej.
Następny mój kontakt z prozą Newerly'ego miałem dwadzieścia lat później, gdy Bogdan Ejmont, aktor o niskim aksamitnym głosie (taki męskie odpowiednik Krystyny Czubówny) czytał w radiu emitowana w odcinkach powieść "Wzgórze Błękitnego Snu". Oczywiście kupiłem sobie książkę przy pierwszej nadarzającej się okazji i od tego czasu przeczytałem ją kilkakrotnie. Za każdym razem słysząc opowiadającego dramatyczne dzieje polskiego Sybiraka Bronisława Najdarowskiego zmarłego niedawno aktora.