Pierwszą turę tegorocznych wakacji spędziliśmy z żoną w Krakowie. Nie tylko dlatego, że to piękne miejsce, lecz także przez sentyment. Tameśmy 45 lat temu się poznali. I odwiedziliśmy "Pigoniówkę" przy garbarskiej, gdzie we wrześniu 1969 roku mieszkaliśmy jako praktykanci w dawnej Bibliotece Miejskiej, mieszczącej się przy dzisiejszym Pl. Franciszkańskim, wtedy Wiosny Ludów.
Nie mogliśmy wejść do środka, bo trzeba przejść przez bramę domu profesorskiego. Więc tylko sobie popatrzyliśmy.
Wpadliśmy tez do Jamy Jana Michalika, gdzie pierwszy raz poszliśmy we dwoje, nie wiedząc, że z perspektywy czasu można to uznać za pierwszą randkę.
A w ogóle przez te pięć dni spędzaliśmy czas głównie w miejscach ograniczonych Plantami. Tylko ów spacer na Garbarską, na Wawel i ostatniego dnia na Pl. Matejki stanowiło wyjątki od reguły. Żona jak na swoją jedną niesprawną nogę, a druga w trakcie rehabilitacji i tak przeszła w te dni chyba więcej niż od czasu zabiegu w lutym do tego wyjazdu. Poza znanymi nam miejscami zwiedziliśmy dom mieszczański naprzeciw Kościoła Mariackiego, z wnętrzami urządzonymi według zwyczajów z różnych okresów XIX wieku, od czasów empire'u po fin de siecle, z bogatymi zbiorami będącymi efektami pasji właścicieli. Imponowała zwłaszcza kolekcja zegarów i zegarków. W piwnicach tejże kamienicy zaś trwa czasowa wystawa "Jedziemy do wód", której towarzyszy gruntowanie opracowana broszura informacyjna. Ciekawe zwłaszcza wydały mi się różne elementy wyposażenia podróżnego: walizki, nesesery z przyborami toaletowymi, składanymi sztućcami oraz lekami w proszku. Oczywiście, jest mnóstwo fotografii, a także prezentacje multimedialne. Zajrzeliśmy do Kościoła św. Jacka, gdzie zaproponowano nam zwiedzanie z informacją głosową nagraną na mp3 ze słuchawkami na dwie osoby. Dwunastominutowe nagranie pozwoliło poznać szczegóły, które bez tego nie zwróciłyby większej uwagi. Miły starszy pan poinformował, w których kościołach jeszcze jest możliwość takiego zwiedzania. Więc poszliśmy jeszcze do kościoła pijarów przy ul. Św. Jana. Okazało się, że program miał tego dnia swój debiut. Nic się za nie płaci, ale można wrzucić datek do skrzynki.