Po przeczytaniu parę lat temu Dziennika na nowy wiek (W.A.B. 2009) stałem się wiernym czytelnikiem prozy Józefa Hena. Staram się nie przegapiać kolejnych tomów jego dzienników, i co jakiś czas funduję sobie lekturę jego powieści i wspomnień. Powieść Nikt nie woła pośród polskich powieści stała się mi tak samo bliska jak Wzgórze Błękitnego Snu Newerly'ego.Odpowiada mi jego proza, gdyż cały wsiłek skierowany został na powiedzenie czegoś ważnego w prosty, czytelny sposób. Niejednokrotnie bowiem przekonałem się już, że za nadaną narracji jakiejś specjalnej formy kryją się zbyt oczywiste przesłania, jak choćby ostatnio w powieści Zyty Rudzkiej Tkanki miękkie. Krytycy sie zachwają, a ja mógłbym powtórzyć za Gombrowiczowskim Gałkiewiczem "Ale kiedy ja sie wcale nie zachwycam!".
Może dlatego, że jako nie-polonista nie tam szukam głębi tam gdzie należy? Z Henem nie mam tego problemu. Czytam, zachwycam się polszczyzną i przeżywam losy oraz odczucia powieściowych czy nowelowych postaci, a we wspomnieniach - ich autora.
Z kolei dzienniki pociągają mnie tak jak w ogóle dzienniki pisarzy. Henowe jeszcze bardziej, gdyż postrzega on dookolne wydarzenia i zjawiska w sposób bardzo podobny do mojego, ale przesiany przez prymat o świerć wieku większe życiowe doświadczenie, zwłaszcza, że w moim życiu wlaściwie brak (na szczęście!) dramatycznych przeżyć. No i jednak mniej przeczytałem, mniej w świecie widziałem, mniej spotkałem ważnych i mądrych, a czasem i dziewnych, ludzi. Czytając dzienniki Hena utwierdzam się w moim postrzeganiu świata, ale też zdobywam więc wiedzę, co prawda przezeń przesianą, więc kto wie, czy i nie pozbawioną zbędnego balastu. A poza tym autor jest człowiekiem niepozbawionym błyskotliwego humoru. Rad przytacza różne żarty, dowcipne riposty na zadawane mu pytania lub wygłaszane spostrzerzenia. Przypuszczam, że niektórych użył w różnych sytuacjach niejeden raz, więc jako udane chętnie przytacza.
