Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antysemityzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Antysemityzm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 grudnia 2022

Antysemityzm szlachty niemieckiej od Lutra do III Rzeszy

 Jakieś trzy lata temu korzystając z podpowiedzi pewnego znajomego wybrałem się na herbatę po hebrajsku na krakowskim Kazimierzu. Całe ściany wnętrza przesłaniały regały wypełnione książkami. Zająłem miejsce przy stoliku i sięgnąłem na   wyglądającą na jeszcze nową książkę Baron, Żydzi i naziści : podróż w głąb dziejów pewnego rodu (Świat Książki, 2015) Jutty Ditfurth. Sprawdziłem w Wikipedii na smartfonie, czy autorka ma coś wspólnego z wielce poczytnym ponad 40 lat temu autorem m.in. Dzieci wszechświata, Duch nie spadł z nieba i innych książek Holmara von Ditfurtha. Okazało się, że córka.
Zdążyłem przeczytać kilkanaście stron, zapisałem sobie tytuł i po powrocie do Wrocławia próbowałem sobie książkę kupić. Była niedostępna. I kiedy już straciłem nadzieję i właściwie o niej zapomniałem, w lokalnej filii Biblioteki Miejskiej natrafiłem na ten tom wśród zwrotów. Już kilkadziesiąt lat, jeszcze jako licealista, nabrałem nawyku zaglądania na półkę ze zwrotami, zakładając, że inni czytelnicy mogą sięgać po książki warte uwagi.
Książka  jest osadzoną na rozległym czasowo tle biografią pradziadka autorki, przedstawiciela starego rodu arystokratycznego Boerriesa von Muenchhausena (1874-1945), właściciela zamku w Windischleube  w Turyngii, który na początku XX w. zyskał sławę jako autor zręcznych wierszowanych ballad, których wydał kilka zbiorów, a niektóre ilustrował zaprzyjaźniony z nim mający żydowskie pochodzenie artysta grafik.
Będąc czułym na nasilający ruch wśród przeważającej większości ziemiaństwa niemieckiego rasizm i wręcz jadowity antysemityzm oraz ekskluzywizm w rodzinach szlacheckich do kilku pokoleń wstecz nie ma miejsca ani dla kogokolwiek innej "rasy", ani z mieszczaństwa lub chłopstwa), nieomal z dnia na dzień zaprzestał twórczości literackiej i zajął się publicystyką społeczno-polityczną, wyraźnie nacechowaną antysemityzmem. A gdy zaczął nabierać znaczenia Hitler ze swoją partią, stał się wręcz ideologiem nazizmu. Wpadł nawet na dość kłopotliwy w realizacji pomysł pozbawienia Żydów nazwisk niemieckich, co ostatecznie skończyło się wysłaniem do obozów wszystkich Żydów o nazwisku Koerner, obowiązkiem dawania chłopcom żydowskim drugiego imienia Izaak, dziewczynkom Sara, potem noszenia naszytej na rękawie gwiazdy, a w końcu wymordowaniem 6 milionów europejskich Żydów.


Zaś sam von Muenchhausen już przed 1933 r. stał się dobrym znajomym głównych figur NSDAP, kadził im bezwstydnie, pisząc pochwalne teksty, gromadząc darowane zdjęcia i korzytając z okazji jeszcze w okresie wojny zarabiał, krocie jeżdżąc po Niemczech i zdobytych ziemiach z wieczorami autorskimi i biorąc honoraria za wielotysięczne edycje swoich  ballad, które odpowiednio przeredagował lub wręcz wycofał.
Tomiki wciskano żołnierzom i oficerom, a kompozytorów nakłaniano do pisania do nich muzyki. Podobno powstało w ten sposób ponad  600 pieśni! Był łasy na zaszczyty, więc nagradzano do medalami, dyplomami i tytułami. Uznano go niemal za wieszcza narodowego.
Pod koniec wojny, gdy kląska stawała się nieuchronna, znów przedstawiał się jako szeregowy literat, odmówił pisania odezw mających podtrzymać morale żołnierzy i ludności, a w marcu 1945 r. popełnił samobójstwo.
To tylko wybrane wątki z tej biografii piewcy i organizatora dyskryminacji, a w końcu zagłady Żydów. Autorka sięga też w przeszłość, kiedy antysemityzm dyktowały względy religijne. Jadowitość antysemickich pism Marcina Lutra lub Johannesa Goethego, nie wspominając już wypowiedzi przedstawicieli "rycerstwa" (Freiherr) odmawiających Żydom człowieczeństwa wzbudza dreszcze niepokoju.
W końcowej części książki autorka przywołuje ustalenia historyków, które też budzą przerażenie. Tylko w samym tylko kraju połabskim z losowej próby 312 rodzin szlacheckich, w tym rodów książęcych, do NSDAP należało blisko 3600 osób, w tym blisko tysiąc jeszcze przed 1933 r.  A część arystokratów powstrzymywał się przed tym nie chcąc dopuścić, żeby członkowie partii, którzy nie należeli do szlachty, pętały im się po pałacach i zamkach. Przywoływany tu niemiecki historyk Stephan Malinowski wyraził przypuszczenie, że to ziemiaństwo niemieckie usłało w dużej mierze drogę Hitlera do władzy i dopuszczenia się niewyobrażalnych zbrodni.
Autorka z żalem konstatuje, że dziś w Niemczech wybiela się rolę szlachty w tworzeniu zbrodniczego systemu, przywołując m.in. przykład pułkownika von Stauffenberga, który zanim porwał się w 1944 r. na życie Hitlera pisał w 1940 r. entuzjastyczne listy z podbitej Polski ro rodziny, przyrównując jej mieszkańców do zwierząt, które będzie można wykorzystać do pracy dla Niemców. Z historii miejscowości usuwa się niewygodne fakty, żeby nie psuć ich wizerunku i móc świętować np. rocznice otrzymania przez nie praw miejskich.
Książka jest bardzo rzetelna. Opatrzona jest ponad 800 przypisami, setkami wyliczonych źródeł archiwalnych i setkami pozycji bibliograficznych.
Dobrze, że w końcu trafiłem na tę książkę i mogłem ją doczytać do końca. I że mogę się podzielić z tymi, którzy - jeszcze - śledzą mego bloga

Okładka książki Baron, Żydzi i naziści Jutta Ditfurth



wtorek, 6 kwietnia 2021

Trudna pamięć o polskim wkładzie do holokaustu

Kawałek po kawałku, bo jednym ciągiem się nie da, doczytałem do końca reportaż, a właściwie cykl reportaży z Kurpowszczyzny i i Podlasia, krainy miasteczek z racji znacznej liczby zamieszkałych przez ludność żydowską, zwanych sztetłami. Pojedyncze rodziny żydowskie, najczęściej drobnych sklepikarzy, czasem też rzemieślników, trudniących się najczęściej szewstwem lub krawiectwem, zamieszkiwały także  wsie. O zagładzie Żydów w tej części Polski pisze badacz pamięci o Holokauście Mirosław Tryczyk w książce Drzazga : kłamstwa silniejsze niż śmierć (Znak, 2020).
Podczas okupacji sowieckiej po 17 września cała ludność na tych terenach nie mogła czuć się bezpiecznie. Sołdaci, czasem też podoficerowie nie mieli skrupułów w przywłaszczaniu sobie towarów w sklepach, ale  mnożyły się też przypadki zgwałcenia, pobicia i zastraszania kobiet.
Najgorsze jednak przyszło wraz z zajęciem tych terenów przez Niemców z ich misją eksterminacji Żydów. Robili to sami, ale często wysługiwali się ludnością polską. Miejscowi funkcjonariusze niedawnego jeszcze państwa polskiego, a więc policjanci, poczciarze, wójtowie czy burmistrzowie rzadko miewali opory przed oddaniem się w slużbę okupanta. Do tego dochodziła młodzież zrzeszona w różnych organizacjach nacjonalistycznych, popieranych przez miejscowych księży, niektórzy zresztą angażujący się w te organizacje. A także po prostu zwykli mieszkańcy, a na wsi chłopi.
Zdarzało się, że Niemcy wyłapali miejscowych Żydów, całe rodziny, zwozili na rynek miasteczka i ogłaszali, że miejscowi mogą z nimi zrobić co zechcą. No i ci rzucali się   na bezbronnych ludzi jak dzikie bestie, mordowali czym mieli pod ręką - siekierami, kijami, czasem odpowiednio okutymi w miejscowej kuźni i zabijali na miejscu, zapędzali do stodoły, którą następnie podpalali, gwałcili kobiety, a czasem przeganiali Żydów za miasto lub na okoliczny kirkut i tam dokańczali dzieła. Po czym nie bacząc na to, czy wszyscy zostali zabici wrzucali ciała do wykopanego wcześniej rowu i zasypywali ziemią. Według niektórych świadków, bo gapiów lub po prostu nie chcących brać w tym udziału, ale patrzących z okien też trochę było, a inni odważyli się pójść na miejsce każni dzień później, ziemia na tych masowych grobach jeszcze sie ruszała lub wydobywała się z niej para.
No i zaczynał się wyścig do co lepszych domów pożydowskich, pozostawionych sprzętów, odzieży, obuwia i bielizny. Czasem zdzierano odzież, bieliznę i buty zanim zabrano się do zabijania.

niedziela, 25 marca 2018

Historia jednego żydowskiego życia. Jedna z wielu

Ostatnio częściej zaglądam na Twittera. Śledzenie treści umożliwia wejście na profile dziennikarzy, polityków, artystów oraz hasztagi najbardziej popularnych tematów. Od pewnego czasu pojawiają się m.in. #Żydom i #Żydów, z tysiącami wpisów. Gdyby ktoś miał złudzenia, że Polacy wbrew ogólnej opinii w świecie nie są antysemitami i zajrzy co się pisze (i jak) o Żydach, pozbędzie się ich natychmiast. O ile nie dziwią wpisy ludzi, którzy nie czytają poważnych lektur, a przypuszczam, że nawet gazet, o tyle zdumiewać muszą wpisy dziennikarzy o całkiem znanych nazwiskach. Jeden z nich chlubi się tym, że napisał donos na pracowników muzeum Polin do ministra kultury.  Trwa nagonka na naukowców piszących o Zagładzie, o postawie ludności na terenach okupowanych oraz o współczesnym dyskursie publicznym, niewolnym od mowy nienawiści. Są też donosy na dyrektorów muzeów w muzeach w obozach zagłady.
Pamiętam rok 1968 i to, co obserwuję teraz, może dzięki istnieniu mediów społecznościowych, wydaje mi się groźniejsze. Wtedy fala antysemityzmu została sprokurowana przez obóz władzy i była sterowana przez PZPR w zakładach pracy, wojsku i milicji. W gazetach pojawiały się tylko odezwy "zatroskanych grup obywateli". A teraz rozlewa się szeroką falą.

niedziela, 19 stycznia 2014

Sprawy polskie i żydowskie

Nie doszedłem jeszcze do ostatniej kropki w książce Janiny Bauman "Nigdzie na ziemi". Zostało jeszcze kilka króciutkich form prozatorskich, łącznie niespełna 30 stron, podobnie jak to dłuższe, zatytułowane "Powroty" o charakterze autobiograficznym.
Główny zrąb książki stanowią wspomnienia autorki z lat powojennych w Warszawie aż do roku 1968, gdy Autorka wspólnie z mężem postanowili wyemigrować. Do Izraela, bo tylko na taki wyjazd można było dostać zgodę. Z osobistych relacji wiem jednak, że wielu emigrantów tam nie dotarło, poprzestając na wydostaniu się z Polski. Baumanowie jednak spędzili niespełna dwa lata w Izraelu, gdzie oboje mieli bliskich krewnych. Ostatecznie jednak osiedli w Leeds w Anglii, gdzie Zygmunt otrzymał katedrę na uniwersytecie, a Janina posadę w... bibliotece szkolnej. Choć wszystkim trudnym egzaminom wieńczącym studia nie podołała.