Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tydzień Bibliotek i Bibliotekarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tydzień Bibliotek i Bibliotekarzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2015

(Ty)Dzień Bibliotek i Bibliotekarzy

Kiedy jako przewodniczący Stowarzyszenia Bibliotekarzy miewałem okazję uczestniczyć w imprezach z Okazji Tygodnia Bibliotek w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, marzył mi się taki tydzień w Polsce. Były to bowiem tygodnie wypełnione z jednej strony imprezami bibliotecznymi w całych krajach trwającymi rzeczywiście przez cały tydzień, a z drugiej strony biblioteki i bibliotekarstwo były przez ten czas silnie obecne w mediach. Toczyła się autentyczna debata publiczna o bibliotekach, książkach oraz ich obecności w życiu społecznym.
My zaś mieliśmy swój Dzień Bibliotek, obchodzony tradycyjnie 8 maja, a częściej we środę lub czwartek tygodnia, w którym wypadała ta data. Wtedy bowiem biblioteki miały tzw. dzień pracy wewnętrznej i można było świętować bez szkody dla dostępności do bibliotek. Świętować, czyli organizować okolicznościowe akademie lub innego typu uroczyste spotkania, czasem połączone z jakimś poczęstunkiem (dziś mawia się cateringiem), rozdaniem nagród lub upominków

niedziela, 18 stycznia 2015

Plany Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich we Wrocławiu

Od paru lat notuje się spadek liczby maturzystów, co  znalazło wyraz w zmniejszeniu się liczby studentów. Dotknął on też uczelnie niepubliczne, które przecież utrzymują się głównie z czesnego. Spowodowało to upadek słabszych uczelni, przyłączanie się ich do mocniejszych lub fuzje. Musiało to oznaczać  zmniejszenie liczby bibliotek oraz cięcia kadrowe. We Wrocławiu chyba tylko dwie biblioteki uczelni niepublicznych mniej więcej zachowały stan zatrudnienia.
W efekcie zmniejszył się stan liczebny członków wrocławskiego Koła Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich zrzeszającego bibliotekarzy tego sektora. Rok temu padł nawet wniosek o jego rozwiązanie. Bo w tej sytuacji trudno jest oderwać się od pracy, że np,. włączyć się w jakieś środowiskowe działania lub przyjść na zebranie. Bo przecież wielkość pozostała ta sama. Wprawdzie jest mniej jest studentów, lecz stale przyrastają zbiory, które trzeba utrzymywać w porządku  i aktualizować. Więc choć i bez tego mam co robić, podjąłem się próby utrzymania ciągłości działania Koła. Przygotowałem plan działania na miniony rok, rozesłałem do członków (a właściwie członkiń) i uzyskałem dlań aprobatę.
Nie udało się go zrealizować w całości. Można rzec, że zrealizowano tylko ułamek. 
Trzeba było jednak spojrzeć koleżankom w oczy, złożyć relację z działań i zaniechań i przedstawić propozycję planu działań na rok bieżący. Zaprosiłem więc członkinie koła do naszej biblioteki i porozmawialiśmy sobie, co zechcemy robić i podzielić zadania.

sobota, 11 maja 2013

Tydzień Bibliotek i Bibliotekarzy 2013

Tydzień jeszcze trwa. Tego roku pod hasłem "Biblioteka - miejsce dla kreatywnych". Choć przecież jest w nich miejsce dla każdego, w tym i dla kreatywnych. Dziś, w sobotę, na wrocławskim rynku trwają  zorganizowane z tej okazji zabawy literackie dla dzieci. Niestety, pogoda się popsuła, co może zaważyć na frekwencji.
Pogoda pewnie odstraszyła wczoraj chętnych do udziału w trzeciej wrocławskiej edycji imprezy "Odjazdowy Bibliotekarz". Na metę, w tzw. Ogrodach Szkoły przy głównej siedzibie naszej uczelni dotarło ok. trzydziestki rowerzystek i dwóch czy trzech rowerzystów. Wprawdzie nie padało, ale na deszcz zanosiło się od rana i dość znacznie ochłodniało. A na tych dzielnych zuchów czekał poczęstunek w postaci ciepłych i chłodnych napojów oraz owoców. I liczne upominki. Wszyscy dostali też plan Wrocławia z zaznaczonymi trasami rowerowymi, które rozdał przedstawiciel wrocławskiej firmy kartograficznej Galileos. Można też było kupić po bardzo atrakcyjnej cenie mapy i przewodniki turystyczne po wszystkich chyba zakątkach kraju. A za każdy zakup wybrać jeszcze drugą mapę lub przewodnik gratis. Sam wybrałem drogę do mety na skróty, jakieś 3,5 km od domu, bo i sam miałem obawy, czy dam radę przejechać w sumie kilkanaście kilometrów, a jeszcze bardziej bała się o to moja żona.