Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteki naukowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biblioteki naukowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 maja 2017

O pracy naukowej w bibliotekach raz jeszcze

Z potrzeby poznania poglądów Antoniego Knota na rozmaite kwestie bibliotekarstwa naukowego i nauki o książce zapoznałem się z publikacją Sprawy biblioteczne, (Warszawa, 1956), wydaną jako numer specjalny nieistniejącego już czasopisma "Życie Szkoły Wyższej".
Z punktu widzenia moich oczekiwań artykuł ówczesnego dyrektora wrocławskiej Biblioteki Uniwersyteckiej można uznać za rozczarowujący, gdyż przeważają w nim cytaty lub streszczenia wytycznych I Kongresu Nauki Polskiej z 1951 r., wzorcowego statutu  bibliotek uczelnianych z 1952 r., opracowanego w Ministerstwie Szkolnictwa Wyższego, oraz Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego z 1954 r..
Ale już same dokumenty wskazują, jaką wagę w latach pięćdziesiątych przywiązywano do badań naukowych prowadzonych w bibliotekach akademickich.
Obrady Podsekcji Archiwoznawstwa i Bibliotekoznawstwa Kongresu Nauki Polskiej zakończyły się wnioskami, wedle których badania bibliologiczne winny obejmować:

a) prace teoretyczno-metodyczne,
b) prace nad udostępnianiem zbiorów bibliotek naukowych,
c) prace edytorskie.

czwartek, 27 kwietnia 2017

Biblioteki naukowe - status czy wydmuszka?

Przeglądając dziś listę przyszłych bibliotecznych konferencji naukowych znalazłem i taką, która zaleca się tytułem Biblioteka naukowa: czy jeszcze naukowa? Skłoniło mnie to do pewnej refleksji w tej kwestii.
Pytanie, rzekłbym, brzmi dość dramatycznie i jest wyrazem zatroskania aktualnym stanem rzeczy. Z rozmów z  bibliotekarzami zdaje się wynikać, że w znacznej części bibliotek akademickich pracownicy uważają za sytuację zadowalającą, gdy dyrekcje uznają prace badawcze bibliotekarzy i publikowanie za efekt ich własnych zainteresowań. Byle nie wykorzystywali do tego służbowego czasu pracy. A gdy jeszcze dostaną zgodę na udział w konferencji naukowej i zostanie im on sfinansowany, to już można mówić o sytuacji komfortowej.
Znam jednak przypadki, kiedy bibliotekarze muszą uzyskać zgodę na publikację. Gdybyż to jednak  było efektem poddania artykułu rzeczowej recenzji ze strony specjalisty! Ale jest po prostu sposób okazywania pracownikowi, kto tu naprawdę rządzi. Jeśli nie zgoła forma cenzury. Znam też przypadki, że pracownik biblioteki wiedząc o tym, że bloguję, prosi, żebym nie wspomniał o jego udziale w konferencji. Nie wiążącej się z żadnym kosztem i do tego organizowanej w sobotę!
W efekcie nawet na największych zgromadzeniach naukowych w kraju biblioteki zatrudniające setki pracowników, mających zbiory stanowiące rewelacyjny warsztat i przedmiot badań, nie są w ogóle reprezentowane. Oczywiście, nie ma też mowy o zgłoszonym referacie czy prezentacji. 

środa, 11 czerwca 2014

Co dalej z bibliotekarzami dyplomowanymi

Przez całe lata w bibliotekach naukowych panował pewien ład w w zakresie pragmatyki bibliotekarskiej. Nie taki wprawdzie, jak mi się marzył, wzorowany na bibliotekarstwie brytyjskim, ale był. W bibliotekach szkolnych i pedagogicznych zatrudniani mogą być bibliotekarze z kwalifikacjami pedagogicznymi. Mają oni status nauczycieli i swoją ścieżkę awansu, na której trzeba wykazać się udokumentowanymi osiągnięciami.
I jakimś cudem stan rzeczy został tu zachowany.
Zaś pracowników bibliotek publicznych i naukowych objęto "deregulacją", w wyniku której bibliotekarzem może być każdy. W bibliotekach naukowych istniała też od dziesiątek lat elitarna grupa bibliotekarzy dyplomowanych, którzy poza formalnymi wymogami (ukończone studia wyższe, znajomość przynajmniej jednego języka obcego i pewien minimalny (konkretnie dwa lata) staż pracy w tej kategorii bibliotek, musieli wykazać się dorobkiem naukowym, dydaktycznym i organizacyjnym oraz zdać egzamin przed komisją państwową.