Amerykańska profesor historii uniwersytetu Yale zajmuje się najnowszymi dziejami Europy Wschodniej. Plonem jej zainteresowań jest znakomita, z polotem napisana książka Kawior i popiół (Świat Książki, 20008, wznow. 2012)), o której pisałem na swoim blogu, ale gdzieś się ten wpis zapodział w cyberprzestrzeni.
W książce Smak popiołów : o dziedzictwie totalitaryzmu w Europie Wschodniej (Świat Książki, 2012) autorka relacjonuje swoje spotkania z ludźmi demokratycznej opozycji, głównie w Polsce i w Czechach oraz Słowacji w kilka lat po transformacji ustrojowej. Podróżuje między Stanami Zjednoczonymi, gdzie ma stale miejsce pracy a stolicami, ale też prowincjonalnymi miejscowościami Europy Wschodniej, uczy się języków tych krajów, w Czechach nawet zatrudnia się jako nauczycielska angielskiego w prowincjonalnej szkole i tu bodaj najdotkliwiej doświadcza mentalności homo sovieticus, od której niewolni byli także byli opozycjoniści.
Ale z satysfakcją zauważa, że wracając do Warszawy, Pragi czy Bratysławy po kilkuletnich przerwach widzi zmiany krajobrazu miejskiego, coraz bardziej gustownie ubierających się ludzi i coraz cieńszą warstwę nalotu pozostawionego przez lata życia w systemie komunistycznym. Jednak niemal wszyscy jej rozmówcy twierdzą, że trzeba zmiany pokoleń, wejścia w dorosłość ludzi nie pamiętających życia w warunkach realnego socjalizmu, żeby definitywnie zerwać z dawną mentalnością.
W książce Smak popiołów : o dziedzictwie totalitaryzmu w Europie Wschodniej (Świat Książki, 2012) autorka relacjonuje swoje spotkania z ludźmi demokratycznej opozycji, głównie w Polsce i w Czechach oraz Słowacji w kilka lat po transformacji ustrojowej. Podróżuje między Stanami Zjednoczonymi, gdzie ma stale miejsce pracy a stolicami, ale też prowincjonalnymi miejscowościami Europy Wschodniej, uczy się języków tych krajów, w Czechach nawet zatrudnia się jako nauczycielska angielskiego w prowincjonalnej szkole i tu bodaj najdotkliwiej doświadcza mentalności homo sovieticus, od której niewolni byli także byli opozycjoniści.
Ale z satysfakcją zauważa, że wracając do Warszawy, Pragi czy Bratysławy po kilkuletnich przerwach widzi zmiany krajobrazu miejskiego, coraz bardziej gustownie ubierających się ludzi i coraz cieńszą warstwę nalotu pozostawionego przez lata życia w systemie komunistycznym. Jednak niemal wszyscy jej rozmówcy twierdzą, że trzeba zmiany pokoleń, wejścia w dorosłość ludzi nie pamiętających życia w warunkach realnego socjalizmu, żeby definitywnie zerwać z dawną mentalnością.