Józef Tejchma, urodzony w Markowej na Podkarpaciu, już w wieku młodzieńczym poświęcił się polityce. Jako osiemnastolatek zaczął swą aktywności w Związku Młodzieży Wiejskiej "Wici", a potem jednocześnie jako członek PZPR i ZMP "budował" Nową Hutę jako przewodniczący organizacji zakładowej Po rozwiązaniu ZMP znów działał w ZMW, zostając jego przewodniczącym. Co w PRL-u oznaczało otwartą drogą do kariery politycznej na najwyższych stanowiskach. Od 1964 r. już jako członek KC PZPR pełnił wysokie funkcje partyjne i rządowe.
Jako człowiek oczytany, interesujący się sztuką i mający osobiste relacje z wielu luminarzami sztuki, został w 1974 r. w rządzie Gierka i Jaroszewicza "skierowany na odcinek kultury", jak się w żargonie partyjnym mawiało. Po pamiętnym 1976 r., kiedy partia po raz kolejny zwróciła się w sposób ostentacyjny wobec swego suwerena, którym była dla PZPR "klasa robotnicza", a szerzej rzecz ujmując "lud pracujący miast i wsi" (liczne aresztowania i tzw. "ścieżki zdrowia", czyli bicie pałkami zatrzymanych robotników i ludzi ich wspierających w szpalerze milicjantów i ZOMO-wców od tzw. suki do celi aresztanckiej) i żywiołowo narastającym kryzysie ekonomicznym, stał się krytykiem władzy. Czemu dał wyraz w prowadzonym przez siebie w 1978 r. dzienniku, opublikowanym w 2002 r.
Trochę to dziwny krytycyzm, który pozwalał mu być jednocześnie członkiem Biura Politycznego partii, wicepremierem rządu i ministrem kultury. Tym dziwniejszy, że relacjonując lakonicznie przebieg posiedzeń rządu i Biura Politycznego, zaznaczał, że kończyły się one przyjętymi jednogłośnie uchwałami.
Ale zarazem mógł sobie powiedzieć, że jego chata, czyli kultura, były z kraja. Rząd i Biuro Polityczne zajmowały się bowiem najrozmaitszymi sprawami (wydobyciem węgla, zaopatrzeniem sklepów w artykuły konsumpcyjne, np. w karpie, plonami w rolnictwie, rodziną, sposobem skwitowania wyboru Karola Wojtyły na papieża i przyjęcia go w Polsce itd.
Jako człowiek oczytany, interesujący się sztuką i mający osobiste relacje z wielu luminarzami sztuki, został w 1974 r. w rządzie Gierka i Jaroszewicza "skierowany na odcinek kultury", jak się w żargonie partyjnym mawiało. Po pamiętnym 1976 r., kiedy partia po raz kolejny zwróciła się w sposób ostentacyjny wobec swego suwerena, którym była dla PZPR "klasa robotnicza", a szerzej rzecz ujmując "lud pracujący miast i wsi" (liczne aresztowania i tzw. "ścieżki zdrowia", czyli bicie pałkami zatrzymanych robotników i ludzi ich wspierających w szpalerze milicjantów i ZOMO-wców od tzw. suki do celi aresztanckiej) i żywiołowo narastającym kryzysie ekonomicznym, stał się krytykiem władzy. Czemu dał wyraz w prowadzonym przez siebie w 1978 r. dzienniku, opublikowanym w 2002 r.
Trochę to dziwny krytycyzm, który pozwalał mu być jednocześnie członkiem Biura Politycznego partii, wicepremierem rządu i ministrem kultury. Tym dziwniejszy, że relacjonując lakonicznie przebieg posiedzeń rządu i Biura Politycznego, zaznaczał, że kończyły się one przyjętymi jednogłośnie uchwałami.
Ale zarazem mógł sobie powiedzieć, że jego chata, czyli kultura, były z kraja. Rząd i Biuro Polityczne zajmowały się bowiem najrozmaitszymi sprawami (wydobyciem węgla, zaopatrzeniem sklepów w artykuły konsumpcyjne, np. w karpie, plonami w rolnictwie, rodziną, sposobem skwitowania wyboru Karola Wojtyły na papieża i przyjęcia go w Polsce itd.