Poszukując jeszcze choć pół metra kubicznego przestrzeni postanowiłem uporządkować moją korespondencję zawodową, która mi jeszcze została sprzed lat i w ślad za poprzednimi pakietami wysłać do Biblioteki Narodowej do zbioru rękopisów, jak mi zasugerował jej dyrektor dr Tomasz Makowski. Nie każdy wie, że zanim został dyrektorem kierował działem rękopisów i kilkanaście lat temu miał we Wrocławiu niesłychanie ciekawą referat (nie były jeszcze wtedy popularne prezentacje) o dylematach bibliotekarzy parających się rękopisami z ostatnich kilkudziesięciu lat. Mówił o dylematach związanych z selekcją autorów czy właścicieli, gdyż nie wiadomo, co uczyni z nimi czas (np. jedne mogą nabrać wartości, a inne stracić, co odnosi się zwłaszcza do nie wydanych utworów literackich lub traktatów naukowych), jak i selekcją wewnątrz spuścizn czy darowizn, jak i z udostępnianiem, bo mogą np. zawierać dane wrażliwe nadawców czy adresatów listów czy ich żyjącego potomstwa.
Sam postanowiłem nie robić selekcji, bo byłby to taki zabieg jakby archiwista kolekcjonował tylko te dokumenty, które budowałyby tylko pozytywny wizerunek narodu, władcy czy polityka. Więc są tu listy, co prawda nieliczne, zawierające pewne zarzuty i pretensje. Mniejsza z tym, słuszne czy nie. Czasem tak. Jedynym kryterium był tylko zawód czy zainteresowania bibliotekarskie lub bibliologiczne. I tu już nie było ważne, czy listy miały charakter zawodowy, czy też prywatny, czy głownie prywatny.