Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irena Lenartowicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irena Lenartowicz. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 lipca 2013

Moje pierwsze biblioteki

Tych początków było kilka. Pierwszy, gdy jako drugoklasista nabyłem prawo do korzystania z biblioteki szkolnej. A właściwie szafy z książkami, którą pani kierowniczka szkoły, o której napisałem na jednym z moich poprzednich blogów (w ONET, wpis z 2 listopada 2011 r.) raz na tydzień czyniła dla nas na krótki czas dostępną. Każda klasa miała swój dzień, bo w soboty wtedy chodziło się do szkoły. Można było pożyczyć trzy książki,a te dla drugoklasistów były cieniutkie i wystarczały mi na jedno popołudnie i wieczór.

piątek, 8 czerwca 2012

Moi mistrzowie. Suplement 2. Irena Lenartowicz

Podczas konferencji w Gdańsku uświadomiłem sobie, że w tym małym panteonie moich mistrzów powinna znaleźć się też pani Irena Lenartowicz, kierowniczka biblioteki gromadzkiej (a potem gminnej) w Zagrodnie, do której należała też wieś mego dzieciństwa Uniejowice.
Pamiętam, że pierwszy raz do biblioteki gromadzkiej, mieszczącej się jeszcze w odległym od domu o ok.3,5 - 4 km budynku Gromadzkiej Rady Narodowej, dziś Urzędu Gminy, poszedłem razem z kolegą chyba jako uczeń III lub IV klasy., czyli w 1958 lub 59 roku. A potem poszedłem już tylko raz, żeby pożyczone książki oddać. Odstręczyła mnie od tej biblioteki pani bibliotekarka, która nie kryła zniecierpliwienia, że nie bardzo wiemy, co chcemy i do tego nie jesteśmy zapisani. Najpierw nie chciała nas zapisać, bo byliśmy niepełnoletni i powinni byli nas zapisać rodzice, ale w końcu na podstawie legitymacji szkolnych (na tyle byliśmy przezorni, że je ze sobą zabraliśmy) nas zapisała.  Następnie kazała nam wyszukać książki w katalogu, który liczył chyba ze cztery skrzynki. O jakimś pouczeniu, jak to się robi nie było mowy, a pani sprawiała wrażenie tak srogiej, że nie śmieliśmy prosić o pomoc. Wyszukaliśmy więc jakieś niewiele nam mówiące książki, pani je wyszukała na półkach i podała przez okratowane okienko, pouczając, że najdalej za dwa tygodnie trzeba je oddać i przynieść poręczenie od rodziców.