Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edukacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edukacja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 września 2021

Edukacja (a właściwie tresura) w III Rzeszy

 Wydawca książki (Znak) dał taki blurb "Książka ostrzeżenie przed tym, co może się stać, jeśli edukację naszych dzieci oddamy w ręce fanatyków". A mnie z każdą stronicą nachodziła myśl, co może się stać z polską szkołą, jeśli PiS porządzi jeszcze kilka lat, a Przemysław Czarnek nadal będzie ministrem nauki i edukacji.
W samą porę, u progu nowego roku szkolnego (i akademickiego) ukazał się reportaż, będący zapisem obserwacji i słów poczynionych w 1939 r. przez dyrektora szkoły amerykańskiej (ewakuowanej do Stanów po rozpoczęciu wojny) Georga Ziemera Jak wychować nazistę : reportaż o fanatycznej edukacji. Wydał ją w Stanach w 1941 r., a teraz nastała pora, że polskim czytelnikom dać przed oczy przestrogę przed złem, które może się zdarzyć.
Autorowi udało się dotrzeć do ministra wychowania i edukacji narodowej III Rzeszy dra Bernharda Rusta (taki Czarnek w mundurze SS i z większymi uprawnieniami, popełnił samobójstwo w dniu kapitulacji Niemiec, dzięki czemu uniknął stanięcia przed Trybunałem Norymberskim) i uzyskać zgodę na odwiedzenie placówek edukacyjnych na terenie  całego państwa.
Zaczęło się jak u Hitchcocka. Odwiedził szpitala, w którym taśmowo podstawiano łóżka z przygotowanymi do zabiegu młodymi kobietami. Jeden nacinał łono, drugi coś zeń wyjmował, a trzeci zaszywał ranę. Okazało się, że tak w wieku ośrodkach w Niemczech sterylizowano obce rasowo i ideologicznie kobiety. Następnie odwiedził kilka ośrodków, ulokowanych w hotelach i pensjonatach, często przejętych od Żydów, którzy na ogół trafiali do obozu koncentracyjnego, w atrakcyjnych miejscowościach od morza po góry. Zamieszkiwały je młode niezamężne kobiety, od nastolatek poczynając, które zaszły w ciążę. Były tam nie tylko przygotowywane do macierzyństwa, ale też intensywnie instruowane co do ich ról jako matek, a powinny według instruktorów (płci obojga) rodzić jak najczęściej i najwięcej i przygotowywać synów do przyszłych etapów edukacji aż do pójścia go wojska i gotowości bycia zabitym w służbie Fuehrerowi, a dziewczynki do ról kobiet, czyli rodzenia i usługiwania mężczyznom od gotowania potraw przez inne czynności gospodarcze i seksualne. 


I taką gotowość do tych zadań wpajać miały wszystkie kolejne przedszkola i szkoły (osobne dla dziewcząt i chłopców). Dziewczęta i chłopcy należeć musieli do organizacji dziecięcych i w ich ramach odbywać intensywne ćwiczenia - gimnastykę, wyczerpujące kilkugodzinne marsze, zajęcia terenowe, a w czasie przerw szkolenie polityczne. Dziewczęta poza tym w rolach dorosłych kobiet (szycie, cerowanie, gotowanie itp.), chłopcy do ról przyszłych żołnierzy. Bywało, że dzieci docierały do celu kompletnie wyczerpane i już w czasie marszu wymagały pomocy medycznej.
Kolejne etapy edukacji (po szóstym, dziesiątym, czternastym i osiemnastym rokiem życia) kończyły się uroczystymi promocjami, z udziałem prominentnych funkcjonariuszy NSDAP lub SS i wstąpieniem do kolejnych organizacji. Najwyższym stopniem było wstąpienie do Hitlerjugend w 14 roku życia. Kto odpadł na którymś etapie, wypadał z systemu edukacji i przestawał być przedmiotem zainteresowania państwa. A bywało, że i ich rodzice tracili szanse na awans zawodowy. Dlatego niektórzy zmuszali dzieci do starań nad ich siły, nie troszcząc się o ich zdrowie fizyczne i psychiczne. Owszem, w szkołach uczono też innych przedmiotów, ale wszystkie były podporządkowane ideologii nazistowskiej. Np. w ramach geografii nauczano, które ziemie i kraje Niemcy zdobędą, gdzie zlokalizowane złoża będą służyły Niemcom, lekcje historii miały służyć wskazaniu bohaterstwa Niemców i złoczyństw innych narodów wobec Niemców, a język i kultura Niemiec pokazaniu wyższości języka, kultury i literatury niemieckiej. Autor cytuje fragmenty utworów prozy i poezji niemieckiej, bajek dla dzieci oraz teksty pieśni. Nawet bajki miały służyć indoktrynacji!
W systemie nazistowskim odrzuca się religie tradycyjne i zastępuje religią jaką jest nazizm, odrzuca się demokrację i wyśmiewa państwa demokratyczne. Materiałem poglądowym są zdjęcia ze Stanów Zjednoczonych w okresie Wielkiego Kryzysu, jako czołowego państwa demokratycznego. Kto by się bowiem przejmował chronologią, gdy idzie o indoktrynację!
Zdumiewać może głębokie zindoktrynowanie, graniczące z kompletną demoralizacją kadry nauczycielskiej. Ze względu na  metody ich pracy i stosunek do wychowanków nazywa ich nie nauczycielami tylko instruktorami. Sugeruje zresztą rozumienie słowa "Erziehung" w nazwie ministerstwa nie jako "wychowanie", lecz właśnie "instruktaż".
Autor chyba nie zdążył odwiedzić uczelni wyższych, więc opisał system kształcenia "akademickiego" na podstawie dostępnych mu dokumentów. Młodzi ludzie byli kierowani na uczelnie zgodnie z potrzebami państwa, bez oglądania się na ich uzdolnienia i aspiracje. Semestr trwać miał 2 miesiące, z możliwościami urlopów na szkolenia ideologiczne. Biblioteki uczelniane wytrzebiono z publikacji uznanych za nieprawomyślne lub były dziełem osób obcych rasowo.
Z książki nie wynika, że równie silnie poddany rygorom wychowania do służenia Hitlerowi i śmierci, panował także na wsi. Odwiedzał bowiem tylko zlokalizowane poza miastami zakłady dla niezamężnych matek i obozy dziecięce. Ale i tak uzyskał efekt przerażający i nie całkiem nieprawdopodobny. Gdyby tylko Czarnek dostał od kaczelnika wolną rękę...
Tekst autorski poprzedził wstępem prof. Bogdan de Barbaro, który wskazał, że zło można ludziom wpoić, zwłaszcza gdy oswaja się z nim od dzieciństwa i stwarza warunki dla jego czynienia. Co  od paru lat sami możemy obserwować


Jak wychować nazistę. Reportaż o fanatycznej edukacji - Ziemer Gregor |  Książka w Sklepie EMPIK.COM





niedziela, 23 sierpnia 2020

Didier Eribon o długiej i krętej drodze z rodziny robotniczej do profesury

Z długimi przerwami, ale w końcu długim finiszem dokończyłem lekturę książki Didiera Eribona Powrót do Reims (Karakter, 2019). Można ją uznać za autobiografię z rozległym tłem społecznym i filozoficznym, z elementami krytyki systemu edukacji, osadzoną w realiach powojennej Francji.
Urodzony w rodzinie zamieszkującej w mieszkaniu socjalnym  w robotniczej dzielnicy, a właściwie przedmieściu Paryża, już jako profesor uniwersytetu odwiedza samotną matkę (ojciec cierpiący na zaawansowana chorobę Alzheimera, przebywał w ośrodku dla chorych terminalnie) i w końcu dowiaduje się o jego śmierci. Nie cierpieli się nawzajem, gdyż ojciec nie zaakceptował jego homoseksualizmu. Zdecydował, że nie pojedzie na pogrzeb, także dlatego, że nie chciał po 30 latach niewidzenia spotkać się braćmi, którzy szybko skończyli szkolną edukację, zostali robotnikami i wyborcami Frontu Narodowego Le Pena.  On zaś wybrał dalszą edukacje w liceum, gdzie czuł się pariasem, gdyż jego koledzy (szkoła była męska) pochodzili z rodzin dobrze sytuowanych, w których kładziono duży nacisk na edukację, pozwalającą na uzyskanie liczącej się pozycji społecznej. Ale dobre wyniki w nauce pozwoliły ma na zdobywanie uznania wśród uczniów i nauczycieli.

sobota, 11 czerwca 2016

Szkoła średnia na PRL-owskiej prowincji - perspektywa osobista

Zdolniejsza młodzież wiejska po podstawówce wybierała średnie szkoły zawodowe. Chłopcy technika samochodowe lub mechaniczne, dziewczęta zaś szkoły ekonomiczne. Bywało, że chłopcy najpierw szli do "zawodówek", żeby szybciej mieć fach w ręku i zacząć zarabiać. W latach 60-tych w mojej wsi oznaczało do dojazd najpierw PKS-em do Złotoryi, a potem pociągiem do Legnicy. Ponad godzinę w jedną stronę.
I ja chciałem do samochodówki, co spodobało się nawet moim rodzicom, a mnie imponował starszy kolega, który już zarabiał na stacji paliw. Ale pani kierownik szkoły wyperswadowała mi to w dość ostrych słowach i przekonała rodziców, że przede mną są studia, a przedtem "ogólniak" w Złotoryi, tak jak jej dwoje młodszych dzieci, z których syn był już inżynierem we Wrocławiu, a córka kończyła liceum (a potem skończyła polonistykę). Za negatywny przykład posłużyć zaś miał jej syn najstarszy, który po zawodówce pracował jako mechanik maszyn rolniczych i wracał do domu późno i zmęczony.
Egzaminy wstępne pisemne nie sprawiły mi żądnych trudności. Natomiast ustne zapamiętałem jako wielogodzinne oczekiwanie. Drugiego dnia po kilku godzinach puściła mi się krew z nosa. Ktoś z komisji pomógł mi krwotok zatamować, doczyścić koszulę i uznał, że w tej sytuacji trzeba mnie od razu przepytać. Po jakiejś pół godzinie wyszedłem z zapewnieniem, że zostanę przyjęty.

wtorek, 8 września 2015

Długie życie twórcy "Elementarza" przez niego samego opowiedziane

Mało kto nie miał w ręku "Elementarza" Mariana Falskiego. Podręcznik, z pomocą którego sam nauczyłem się czytać, od dawna już nie obowiązuje, ale co kilka lat jest wydawany w wersji z lat pięćdziesiątych i wciąż znajduje nabywców, głównie z powodów sentymentalnych, ale wielu rodziców do dziś używa go do nauki czytania swoich pociech, gdyż w tym zakresie spełnia on swoją funkcję i od tego czasu teoria nauczania czytania niewiele się zmieniła.
A niewiele wskazywało na to, że ten pochodzący z kresowej rodziny ziemiańskiej człowiek zajmie się akurat pedagogiką. Jego rodzice widzieli w nim przyszłego inżyniera i wysłali go na studia politechniczne do Warszawy. Tam jako student zetknął się ze środowiskami socjalistów i łączył naukę z  bardzo aktywna działalnością polityczną. Był  jedna z wybitniejszych postaci rewolucji 1905 roku, za co dotknęły go represje. Kiedy więc pojawiły się, początkowo mgliste, potem coraz bardziej wyraźne nadzieje na niepodległość, włączył się do prac koncepcyjnych nad urządzeniem kraju. Współpracownikami jego byli jednak wybitni humaniści, z którymi współtworzył ustrój przyszłego systemu oświaty.

środa, 19 listopada 2014

O demokrację w oświacie. I w każdej szkolnej placówce

Przy okazji inauguracji roku akademickiego w Dolnośląskiej Szkole Wyższej rozdawano zainteresowanym książkę dwojga młodych badaczy naszej uczelni Katarzyny Gawlicz i Marcina Starnawskiego "Jak edukacja może zmieniać świat? : demokracja, dialog, działanie" (Wrocław, 2014), opracowanej w ramach realizacji projektu unijnego w serii "Praktyczność i profesjonalizm". Oboje autorzy mają za sobą staże na uczelniach zagranicznych i tam uzyskane stopnie naukowe, co znaczy, że musieli poznać szkolnictwo w niektórych krajach Zachodu.      
Do rozpoczęcia się uroczystości było jeszcze kilka minut i zacząłem książkę przeglądać. A że znalazłem w niej interesujące rozważania na temat demokracji, a jeden z rozdziałów poświęcony jest nauczaniu religii w szkole jako czynniku segregacji  dzieci, więc postanowiłem jeden z egzemplarzy wziąć do domu i może nawet w całości przeczytać.Co też w końcu się stało.

sobota, 7 września 2013

Szkoła polska lat 50tych i 60tych

Wiejska szkoła, żeby była jasność. Choć program kształcenia był wszędzie taki sam. Były tylko inne warunki i inni nauczyciele.
Od nauczycieli zacznę. Sądząc po moich doświadczeniach dla większości z nich, zwłaszcza młodych, był to często krótki epizod. Byli to najczęściej absolwenci liceum ogólnokształcącego lub pedagogicznego. Z dzisiejszej perspektywy można przypuszczać, że część nie odnalazła się w tym zawodzie, części zaś nie odpowiadały wiejskie warunki. Żeby bowiem dostać pokój ze wspólną kuchnią w budynku szkoły, trzeba było wcześniej kwaterować u któregoś z mieszkańców. Na tzw. Ziemiach Odzyskanych warunki były wprawdzie lepsze od tych opisanych przez Redlińskiego w "Konopielce", ale wielu brakowało cierpliwości i szukali sobie innego miejsca lub innej pracy. Zostawały na lata te nauczycielki, którymi zainteresowali się miejscowi kawalerowie i wyszły za nich za mąż. I z perspektywy czasu oceniam te nauczycielki jako dobre lub bardzo dobre, umiejące skutecznie uczyć i zapewnić sobie posłuch u uczniów. Stabilizacja pociągała często za sobą podnoszenie kwalifikacji na dwuletnich studiach nauczycielskich.