Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ukraina. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 kwietnia 2019

Pourlopowe remanenty czytelnicze


Podobało mi się długie urlopowanie. Popracowałem nad zdrowiem (długie spacery, konsultacje aż u ośmiu specjalistów w ramach abonamentu w prywatnej ubezpieczalni, codziennie lampka czerwonego wina 😀), załatwiłem sobie paszport i wykonałem odkładaną przez miesiące drobna domową naprawę.
Oczywiście, dużo czytałem, acz głównie była to prasa, tradycyjna i w dostępie elektronicznym, za którym nie przepadam, ale jest o ponad połowę tańszy i mniej bije w nabierające siły moje sumienie ekologiczne.
Książki przeczytałem do końca raptem dwie: Antidotum wrocławskiego działacza i teoretyka lewicy Michała Syski oraz powieść Królestwo śląskiego pisarza Szczepana Twardocha.
Pierwsza to niewielka publikacja polityczno-społeczna,  którą połknąłem pierwszego dnia pobytu w szpitalu, zawierająca socjologiczno-politologiczną analizę polskiej współczesności na tle europejskich i światowych trendów w polityce, a szczególnie w polityce społecznej. Pomaga ona zrozumieć istotę populizmu i źródła jego narastającej fali po obu stronach Atlantyku. A także - chyba niezamierzony - wpływ mediów mainstreamowych na powstanie tej fali.

piątek, 24 października 2014

Ukraina : ludzie i książki

Konflikt na Ukrainie trwa i powoli Europa się z nim oswaja, rada, że Putin mniej mówi ostatnio o zamiarach dalszej eskalacji i rozszerzania apetytów na inne kraje poradzieckie. Oswajają się też z tym Polacy, a politycy korzystają z każdej okazji, żeby na jego tle rozgrywać własne interesy.
Nie widać przy tym ani w elitach, ani w szerokich kręgach społeczeństwa chęci uzyskania choćby minimum wiedzy o Ukrainie, jej historii, kulturze i dniu dzisiejszym. Na ogól wiedza ta zaczyna się i kończy na rzezi wołyńskiej, która istotnie tkwi w relacjach polsko-ukraińskich jak zadra. I jeśli po obu stronach granicy  nie będzie widać gotowości znalezienia w tej kwestii wspólnego języka ze strony polityków, dokąd badanie tego epizodu historii będzie interesowało tylko garstkę historyków, dotąd ta zadra będzie tkwić, a określenia typu "banderowcy", "faszyści" będą budziły złe emocje.
Wśród Polaków funkcjonuje też stereotyp o "niepełności" narodowości ukraińskiej, o słabo zakorzenionej tożsamości narodowej ludności Ukrainy, będącej rezultatem relatywnie późnego wykształcenia się narodowości i płytkości kultury narodowej.
Faktem jest, że na wschodzie Ukrainy przeważa żywioł rosyjski. Ale przecież nie kwestionuje się tego, że na znacznej części obszaru kanady panuje żywioł francuski, Hiszpanię zamieszkują Baskowie i Katalończycy, Belgię Walonowie i Flamandowie, Anglię Szkoci i Walijczycy itd. i nie kwestionuje się mimo to suwerenności tych państw.
A o piśmiennictwie i w ogóle kulturze ukraińskiej po prostu wiemy mało.  W znacznym stopniu dzieje się tak na skutek dyskryminacji kultury ukraińskiej, najpierw przez władze carskie, a potem sowieckie. Dość przypomnieć, że stanowisko sekretarza Ukraińskiej partii Komunistycznej stracił Petro Szełest tylko za to, że wydał propagandową księgę o socjalistycznej Ukrainie w języku narodowym, a nie rosyjskim. Zaś artyści i ludzie pióra za "nacjonalizm" byli zabijani, więzieni lub zsyłani na Syberię, gdzie marli z zimna, katorżniczej pracy lub nie leczonych chorób. Przeżywali ci, którzy w porę zdołali emigrować lub przyjęli role koncesjonowanych twórców, którym pozwalano na twórczość w granicach konwencji "sztuki socjalistycznej". Więc nawet jeśli w Polsce ukazywały się przekłady powieści Ołesia Honczara, to mało kto po nie sięgał, gdyż treściowo były banalne, a formalnie tradycyjne.
Po 1991 r. zaczęły ukazywać się już wartościowe książki ukraińskich pisarzy, dwoje z nich - Oksana Zabużko i  Jurij Andruchowycz - było u nas honorowanych prominentnymi nagrodami (Angelus), ale mimo to nie przebiły się do szerszej publiczności.
Od lat kulturę i literaturę ukraińską próbuje w Polsce popularyzować Bogumiła Berdychowska. Właśnie doczytałem do końca jej wydaną jeszcze w 2006 r. publikację "Ukraina : ludzie i książki". Przedstawia w niej wybitnych, ale też i mniej znanych twórców, zasłużonych  dla umacniania tożsamości narodowej, żyjących na przestrzeni XX wieku, a niektórych do dziś.. Z tych wybitnych, znanych w Polsce tylko w kręgu bliżej interesujących się sprawami ukraińskimi, autorka prezentuje m.in. sylwetki i dokonania (polityczne i pisarskie) Wasyla Stusa (zamęczonego w łagrze w 1985  r. w wieku 47 lat), Myrosława Marynowycza (regularnie więzionego dysydenta, a w niepodległej Ukrainie zasłużonego dla odnowienia Cmentarza Orląt Lwowskich), Wiaczesława Briuchowieckiego (twórcę jednej z najlepszych w wolnej Ukrainie uczelni zwanej Akademią Kijowsko-Mohylańską), stałego publicystę paryskiej "Kultury" Bohdana  Osadczuka, Ołesia Honczara, Iwana Dziubę, wielca zasłużonego dla badań nad kulturą i językiem ukraińskim, znanego w świecie slawistę Jurija Szewelowa (1908-2002) oraz malarkę i i witrażystkę Ałłę Horską, zamordowana skrytobójczo w 1972 r. współtwórczynię witrażu przedstawiającego Tarasa Szewczenkę w foyer Uniwersytetu Wileńskiego. Rektor tej uczelni sam rozbił go dzień po odsłonięciu.
Z postaci mniej znanych, a dla Polaków ważną, Berdychowska przedstawiła sylwetkę księdza Antina Nnawolskiego (1894-1965), zasłużonego dla obrony Polaków i Żydów w czasie wojny, nawołującego wiernych dla udzielenia im schronienia i samego służącego im za przykład odwagi.
W książce znajdują się też rozdziały, w których autorka przedstawia spory ideowe i literackie we współczesnej Ukrainie, ważniejsze periodyki kulturalne oraz istotne dla tożsamości ukraińskiej inicjatywy wydawnicze.
Chciałoby się, żeby po tę książkę, która wciąż jest w sprzedaży księgarskiej, sięgnęli ci, którzy szafują epitetami "banderowcy" czy "upowcy" pod adresem narodu ukraińskiego, żeby poznali główne wątki sporów politycznych i kulturalnych toczących się w dzisiejszej Ukrainie. Ale znając życie zachęcę do czytania tylko tych, którzy w poznawaniu kultury innych narodów kierują się ciekawością świata, a nie obawami przed osłabieniem własnych uprzedzeń

Ukraina Ludzie i książki

PS.
Wczoraj na Cmentarzu Osobowickim pożegnaliśmy prof. Józefa Długosza, wicedyrektora Biblioteki i Ośrodki Informacji naukowej politechniki Wrocławskiej, a potem dyrektora Biblioteki Uniwersyteckiej, po którym ja objąłem na kilka lat to stanowisko. Przekazał je w godny sposób i jeszcze przez jakiś czas pracował jako kustosz, służąc mi radami i informacjami. Miałem wrażenie, że bardziej od bibliotekarstwa pociągała go historia, z zakresu której uzyskał doktorat i habilitację, by do emerytury poświęcać się dydaktyce akademickiej na Uniwersytecie Opolskim. Był człowiekiem skromnym i cichym. Mimo to zdziwiło mnie, że w tej ostatniej drodze towarzyszyła mu niewielka grupka żałobników

niedziela, 18 maja 2014

O ukraińskiej historii, tożsamości i kulturze

Kto chce poznać bliżej dramatyczna historię Ukrainy ostatnich dwóch stuleci, uporczywego poszukiwania i utrwalania tożsamości oraz kultury narodowej, ten powinien sięgnąć po wywiad-rzękę z ukraińską pisarką i literaturoznawczynią Oksaną Zabuzko "Ukraiński palimpsest".  Książkę wydało bardzo starannie wrocławskiego Kolegium  Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego w minionym roku. Przyznaję, że trafiłem na nią przypadkowo dzięki temu, że podarował ją naszej bibliotece historyk dr Michał Kaczmarek. Nie doceniając pewnie tego, że na stronie tytułowej znajdują się autografy obu autorek,  czyli także prowadzącej rozmowę interesującej się zawodowo Ukrainą Izy Chruślińskiej.
Polecam właśnie tę książkę, gdyż pozwala sobie przyswoić wiedzę podaną w sposób właściwy rozmowie, a więc daleki od języka naukowego, momentami bardzo emocjonalny, a przez to trafiający i do rozsądku i do wyobraźni. I jak to w takich przypadkach bywa, w niektórych kwestiach dość subiektywny. Co - paradoksalnie - przydaje wywodom pisarki wiarygodności.
Zawarte tu fakty są jednak niezbite.Otóż w trakcie lektury człowiek uświadamia sobie, że wielki naród ukraiński na przestrzeni kilku stuleci cieszył się raptem dwoma latami (1918-1920) względnej niepodległości, właściwie jej namiastki, którą zapewnił Ukraińcom - przy walnym udziale Piłsudskiego i tworzonej dopiero polskiej armii - ataman Symon Petlura. Traktat Ryski z 1921 r. przypieczętował Oddanie rdzennych ziem ukraińskich Sowietom, zaś część zachodnia - Galicja - znalazła się w granicach polskich.
Stalin srogo rozprawił się z "petlurowcami", czyli ukraińskimi działaczami politycznymi. Sam Petlura wprawdzie wyemigrował, ale został dopadnięty i zamordowany w 1926 r. zaś kwiat ówczesnej ukraińskiej inteligencji zesłany został w większości na Sołowki i tam zamordowany w 1937 roku. Nowe pokolenie ukraińskiej inteligencji, pielęgnującej kulturę i język ukraiński, urodzone już w XX wieku w znacznej części zmarło w łagrach w wieku 40 - 50 lat, albo przeżyło za cenę utraty pracy w wyuczonych zawodach i wyrzeczenia się języka ojczystego w miejscach publicznych. Obowiązywał bowiem rosyjski.