Pierwsze kilka dni funkcjonowania IV RP (choć uważam, że tworzy się system bliższy raczej PRL-owi czasów tow. "Wiesława") nie pozwalają jeszcze na snucie daleko idących obaw. Nowa minister edukacji, którą po występach w telewizyjnym "Babilonie" trudno podejrzewać o wyrafinowany intelekt, przywiązała się do idei powrotu systemu szkolnego właśnie do czasów Polski Ludowej, a dodatkowo do "klasycznego" zestawu lektur. Przy jakiejś okazji dodała, że zechce sprawić, żeby młodzież więcej czytała. Czy ona naprawdę wierzy, że dzisiejsze dzieci i młodzież zechcą czytać pozytywistyczne i z daleka zajeżdżające tanim pedagogizmem patriotyczne ramoty? Nowy minister nauki jeszcze pewnie pracuje nad "koncepcją". Też polegającą na powrocie do PRL-u, czyli wycofaniu się z systemu bolońskiego, czyli uniemożliwieniem polskiej młodzieży okresowych studiów na uczelniach europejskich i na podzieleniu dyscyplin naukowych dobrze widzianych i niepożądanych. W PRL-u w czasach stalinowskich nie można było studiować i uprawiać badań z zakresu socjologii, a w uczelniach państwowych studiować można było tylko filozofię marksistowską. Inne kierunki były tylko przedmiotem historii filozofii lub poddawane krytyce. Dziś już wiadomo, że na indeksie będą kulturowe badania nad płcią. Ciekawe, jakie będą oczekiwania władz wobec badaczy historii, polityki czy literaturoznawstwa lub medioznawstwa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo i Sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo i Sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 listopada 2015
środa, 31 lipca 2013
Polityka historyczna. Komu potrzebna i do czego?
Z pojęciem "polityka historyczna" zetknąłem się pierwszy raz podczas rządów niesławnej pamięci koalicji PiS-LPR-Samoobrona. Skojarzenie narzucało się w sposób oczywisty: państwo lub partie polityczne mają (lub może tylko powinny mieć?) swój sposób pisania historii. No i zwłaszcza główny koalicjant realizował tę politykę. Według wyobrażenia ideologów Prawa i Sprawiedliwości dzieje naszego narodu miały być dziejami chwały narodu i panujących, nawet klęski miały być przedstawiane jako zwycięstwa, jak nie w sensie batalistycznym, to przynajmniej moralnym. Nad wydarzeniami mniej chwalebnymi należało zaś spuścić kurtynę, tak, żeby nie przedostały się do świadomości zbiorowej. A w ostateczności zaprzeczać ich zaistnieniu, tym zaś , którzy śmieliby o nich przypominać,odmawiać prawa do uważania się za patriotów. Podobnie jak tym, którzy batalie przegrane nazywają przegranymi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)