Jeszcze jesienią kupiłem książkę zaliczaną przez "Gazetę Wyborczą" do najlepszych wydanych w minionym roku, nominowanej zresztą do prestiżowej Nagrody Nike. Nie było łatwo dostać, bo trzeba było czekać, aż dostanie się na rozmaite listy rankingowe. Bo zaraz potem już leżała w księgarniach na eksponowanych miejscach. Czytanie szło mi jednak wolniej. Bo wciąż pojawiały się inne pilniejsze lektury, a linearnie opowiedziana historia autentycznych postaci pozwalała na trzymaniu się wątku.
Tytuł niniejszego wpisu nawiązuje do autobiograficznej książki wielkiego polskiego uczonego, twórcy ważnej wrocławskiej placówki naukowej pn. Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej, Ludwika Hirszfelda (1884-1954), zatytułowanej Historia jednego życia. Pisana była już w czasie wojny, gdyż autorowi chodziło m.in. o opisanie przeżyć z warszawskiego getta. Z nim i jego żoną Hanną okupanci obeszli się dość łagodnie, gdyż znane był ich osiągnięcia naukowe i zasługi wojenne, ale byli świadkami niewyobrażalnych wprost okropności.
Tytuł niniejszego wpisu nawiązuje do autobiograficznej książki wielkiego polskiego uczonego, twórcy ważnej wrocławskiej placówki naukowej pn. Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej, Ludwika Hirszfelda (1884-1954), zatytułowanej Historia jednego życia. Pisana była już w czasie wojny, gdyż autorowi chodziło m.in. o opisanie przeżyć z warszawskiego getta. Z nim i jego żoną Hanną okupanci obeszli się dość łagodnie, gdyż znane był ich osiągnięcia naukowe i zasługi wojenne, ale byli świadkami niewyobrażalnych wprost okropności.