Codziennie media podają wieści o atakach zbrojnych armii rosyjskich na Ukrainę i - ostatnio rosnących - liczbach zabitych i rannych oraz o zburzonych lub uszkodzonych budynkach i blokach mieszkalnych.
Ale dużo mniej wiadomo o tym, co dzieje się na terenach zajętych przez agresora lub ponownie odzyskanych przez armię ukraińską. Owszem, pokazano bezmiar zbrodni w nieodległej od Kijowa Buczy, która dziś jest właściwie miastem umarłym. Kto z mieszkańców nie został zabity, niejednokrotnie w okrutny sposób, która z kobiet nie zostało uprzednio zgwałcona, a dzieci wywiezione do Rosji, ten opuścił miasto i poszukał schronienia w zachodniej Ukrainie lub w krach na zachód od własnej ojczyzny, przede wszystkim w Polsce. Ale takich miast i wsi, które dziś są opuszczone lub zamieszkałe przez nielicznych są dziesiątki. Bo do tych wyzwolonych nie bardzo ma sens wracać. Nie ma domów, nie ma szkół, sklepów, prądu, gazu, często też wody. Odessa i okoliczne miejscowości zostały zalane na skutek zniszczenia tamy w Kachowce, ale powoli odżywają.
Ale w tych miejscowościach, w których właściwie nie ma już życia, pozostały zwierzęta. W miastach głównie psy i koty, na wsiach również zwierzęta gospodarcze. Nieliczni ich mieszkańcy uciekając zdołali zabrać ze sobą swoje koty i psy, niektórzy z nich przywieźli je ze sobą także do Polski.
I są w Ukrainie osoby, które nie zważając na warkot latających nad nimi dronów, świszczących pocisków, ratują te zwierzęta, nierzadko poranione i często wygłodzone i przestraszone. Są wśród nich i artystki i proste robotnice, bo głównie są to kobiety. Szukają dla nich pożywienia lub kupują dzięki ofiarności ludzi z całego świata.Znajdują weterynarzy lub lekarzy, którzy te zwierzęta leczą i doprowadzają do sprawności przez dodanie im protez, a same lub z pomocą wolontariuszy znajdują dla nich osoby, które gotowe są je przyjąć, wyprowadzają na spacer, bo wiadomo, że zwierzęta cierpią pozostając cały czas w klatkach, do tego często słysząc kanonady z dział i huk wybuchów. Rozumieją to z pewności właściciele zwierząt, które muszą przeżyć huk petard w Sylwestra. A w wojnie dronowej takie eksplozje i huk mogą się rozlec niespodziewanie z dala od frontu walk.
Jedną z form pomocy jest kastrowanie zwierząt, żeby nie skazywać młodych na głód i cierpienie. Efekt jest cząstkowy, bo ratownikom nie udaje się trafić na wszystkie potrzebujące pomocy zwierzęta. Poza tym wciąż trwają bombardowania, ludzie giną, a zwierzęta przeżywają, inni uciekają i nie zawsze są w stanie zabrać ze sobą swoje koty, psy czy papużki.
Jednym z takich wspierających działalność tych dzielnych ratowników jest polski pisarz, Wojciech Tochman, mający swoisty talent do znajdowania się w ogniskach wojen niemal w całym świecie, ukazywanie ich grozy i śladów, jakie zostawiają one w zbiorowej świadomości narodów. Prowadzi on już od kilku lat zbiórkę pieniędzy na rzecz ratowania zwierząt i pomocy zajmującym się tym ludziom. Przez kilka miesięcy wcielił się jakby w rolę korespondenta z jakby alternnatywnego frontu wojny, towarzysząc ratownikom w ich aktywności, jeżdżąc z nimi setki kilometrów, które czasem trzeba pokonać, żeby zareagować na zgłoszenie o zwierzętach potrzebujących pomocy lub pojechać po przekazaną żywność lub pomoc rzeczową.
Efektem tych podróży, rozmów z poznanymi ludźmi, własnej aktywności jest książka Delfiny i Belzebub (Wydawnictwo Literackie, 2026. Delfiny w tytule dlatego, że znajdziemy tu rozdział o wojnie, która niszczy faunę Morza Czarnego. Delfiny ślepną od sygnałów sonarów, w które wyposażone są okręty wojenne i jako ślepe nie są w stanie zdobywać pokarmu. Poza tym woda w morzu stała się zatruta smarami i innymi substancjami. A Belzebub? To kotek przybłęda, który pojawiał się w domu, gdy jako dziecko mieszkał z rodzicami w Bagdadzie i rodzina musiała się ewakuować, a kot został.
Wyjaśnia to autor w posłowiu, w których wspomina swoje podróże do Ukrainy po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny i bohaterów wojny oraz pisarzy, z którymi się zaprzyjaźnił.
Ze jej stron przebija się nie tylko odwaga i ofiarność osób ratujących zwierzęta, ale i przerażająca groza wojny, której spoza zdjęć w serwisach telewizyjnych i komunikatów z frontu nie widać
sobota, 11 lipca 2026
Ratowanie zwierząt w Ukrainie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz