Należę do ludzi, którzy dość intensywnie funkcjonują w Internecie: od sześciu lat piszę bloga, zabieram głos na forach społecznościowych, pisząc własne opinie o wydarzeniach politycznych, kulturalnych, czasem też naukowych i komentując opinie innych piszących. Jednocześnie funkcjonuję zawodowo, kierując biblioteką wciąż jeszcze młodej, ale już widocznej na rynku edukacyjnym uczelni publicznej i działając aktywnie w środowisku zawodowym poza murami własnej biblioteki. Z tej racji uznałem za stosowne podanie linka ze strony www kierowanej przeze mnie biblioteki do mego bloga. Ostatnio też zaangażowałem się, na szczęście w mikroskali, w aktywność polityczną.Jednak nawet ta skala każe mi ujawnić własne liberalno-lewicowe poglądy polityczne oraz umiarkowany antyklerykalizm.
Zarówno zamieszczając kolejne wpisy na blogu jak i zabierając głos na forach społecznościowych, zwłaszcza gdy odczuwam pewną ich kontrowersyjność, zastanawiam się ile mi wolno jako osobie kojarzonej przez wielu z zatrudniającą mnie od 15 lat, czyli ab urbe condita, uczelnią. Która sama okazuje swoim pracownikom zaufanie, a nawet docenia tych, którzy występują w mediach, najlepiej w roli uznanych ekspertów.