Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wybory. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2019

Do pracy po dwóch miesiącach laby


Postanowiłem pisać krócej, ale częściej. Powinno być to dla mniej bardziej mobilizujące.

Mimo urlopu wpadałem raz na tydzień do biblioteki i bynajmniej nie żeby porozmawiać przy kawie, bo zostało nas tak mało, że nawet trudno znaleźć czas, żeby się głębiej nad różnymi sprawami naradzić. Więc po wysłuchaniu relacji o bieżących pracach siadałem przy swoim biurku i nadganiałem prace, które i tak miały mnie nie minąć. A jest nad czym rozprawiać, bo po latach dumy z pracy w bibliotece Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, o której często informowałem np. na Facebooku, przyszło godzić  się z koniecznościami: ograniczania zatrudnienia, a teraz z ograniczania przestrzeni. Załoga podchodzi do tego ze zrozumieniem i konstruktywnie. Bo też i nie ma alternatywy.

sobota, 21 lipca 2012

Czego chcieli wyborcy Ruchu Palikota w październiku zeszłego roku?

Dziesięć procent głosów wyborców w rok po utworzeniu nowego bytu na scenie politycznej, który najpierw przybrał postać stowarzyszenia a dopiero na kilka miesięcy przed wyborami powołał partię, to niewątpliwie był duży sukces. Niespodziewany nawet dla pilnych i uzbrojonych w naukowe narzędzia obserwatorów sceny politycznej.
Niespodziewany tym bardziej, że w czasie objazdów Polski przez lidera Ruchu nie prezentował on całościowej wizji Polski, jaką chciałby tworzyć. Zarówno 15 tez sformułowanych jeszcze jesienią 2010 roku, jak i 35 ogłoszonych na początku roku 2011 obracały się wokół kilku spraw: urzeczywistnienia konstytucyjnej zasady rozdziału Kościoła i państwa (a co za tym idzie liberalizację prawa ustanowionego pod naciskiem Kościoła przez posłusznych mu parlamentarzystów), "uprzyjaźnienia" państwa przez zmniejszenie mitręgi biurokratycznej obywateli oraz zapewnienia większej wolności gospodarczej, zwłaszcza dla małych i średnich firm. I to, wzmocnione niezwykłą aktywnością Janusza Palikota, który zjechał w kampanii przedwyborczej Polskę wzdłuż i wszerz, trafiając także do małych miast oraz jego atrakcyjność medialna, wystarczyło do tego, że Ruch Palikota stał się trzecią siłą polityczną w kraju.
Rzeczywistość pokazała jednak, że partia opozycyjna ma bardzo ograniczone możliwości wpływania na zmiany, a do tego trzeba się zmierzyć z mediami, które w analizach życia politycznego są bardzo powierzchowne (widać na więcej nie oczekuje opinia publiczna) oraz językiem propagandy kościelnej, która dążenie do ograniczenia wpływu kleru na stanowienie prawa, nawet w postaci nieśmiałych prób czynionych przez rząd, nazywa kłamliwie walką z religią i kościołem. Ponadto walka polityczna wymaga nieustannej obecności w mediach, komentowania bieżących wydarzeń, wygłaszania pomysłów pozwalających na tzw. zaistnienie w mediach. A  najlepiej sprzedają się wnioski o dymisję ministrów, o powołanie komisji sejmowej pod byle pretekstem lub zgłaszanie skarg i zawiadomień do prokuratury. I Ruch Palikota też chcąc nie chcąc w tym wyścigu (głównie rywalizując z PiS-em i jego odpryskami, ale też i z SLD) bierze udział. Z dość umiarkowanym skutkiem.