Dziesięć procent głosów wyborców w rok po utworzeniu nowego bytu na scenie politycznej, który najpierw przybrał postać stowarzyszenia a dopiero na kilka miesięcy przed wyborami powołał partię, to niewątpliwie był duży sukces. Niespodziewany nawet dla pilnych i uzbrojonych w naukowe narzędzia obserwatorów sceny politycznej.
Niespodziewany tym bardziej, że w czasie objazdów Polski przez lidera Ruchu nie prezentował on całościowej wizji Polski, jaką chciałby tworzyć. Zarówno 15 tez sformułowanych jeszcze jesienią 2010 roku, jak i 35 ogłoszonych na początku roku 2011 obracały się wokół kilku spraw: urzeczywistnienia konstytucyjnej zasady rozdziału Kościoła i państwa (a co za tym idzie liberalizację prawa ustanowionego pod naciskiem Kościoła przez posłusznych mu parlamentarzystów), "uprzyjaźnienia" państwa przez zmniejszenie mitręgi biurokratycznej obywateli oraz zapewnienia większej wolności gospodarczej, zwłaszcza dla małych i średnich firm. I to, wzmocnione niezwykłą aktywnością Janusza Palikota, który zjechał w kampanii przedwyborczej Polskę wzdłuż i wszerz, trafiając także do małych miast oraz jego atrakcyjność medialna, wystarczyło do tego, że Ruch Palikota stał się trzecią siłą polityczną w kraju.
Rzeczywistość pokazała jednak, że partia opozycyjna ma bardzo ograniczone możliwości wpływania na zmiany, a do tego trzeba się zmierzyć z mediami, które w analizach życia politycznego są bardzo powierzchowne (widać na więcej nie oczekuje opinia publiczna) oraz językiem propagandy kościelnej, która dążenie do ograniczenia wpływu kleru na stanowienie prawa, nawet w postaci nieśmiałych prób czynionych przez rząd, nazywa kłamliwie walką z religią i kościołem. Ponadto walka polityczna wymaga nieustannej obecności w mediach, komentowania bieżących wydarzeń, wygłaszania pomysłów pozwalających na tzw. zaistnienie w mediach. A najlepiej sprzedają się wnioski o dymisję ministrów, o powołanie komisji sejmowej pod byle pretekstem lub zgłaszanie skarg i zawiadomień do prokuratury. I Ruch Palikota też chcąc nie chcąc w tym wyścigu (głównie rywalizując z PiS-em i jego odpryskami, ale też i z SLD) bierze udział. Z dość umiarkowanym skutkiem.