Po niespełna dwóch tygodniach po opuszczeniu Dolnośląskiego Centrum Chorób Płuc znów wylądowałem w szpitalu.
A przecież czułem się świetnie! Gdyby nie konieczność brania leków mógłbym rzec, że nie mam astmy. Korzystając z pięknej, letniej jeszcze pogody codziennie chodziłem do pracy pieszo, uzbrojony w kijki, które bardzo polubiłem. I czułem wręcz euforyczną radość, że chodzę bez obaw o zadyszkę. Nawet nie zabierałem ze sobą inhalatora na wypadek, gdyby jednak się zdarzyła. Nie miała prawa!
A przecież czułem się świetnie! Gdyby nie konieczność brania leków mógłbym rzec, że nie mam astmy. Korzystając z pięknej, letniej jeszcze pogody codziennie chodziłem do pracy pieszo, uzbrojony w kijki, które bardzo polubiłem. I czułem wręcz euforyczną radość, że chodzę bez obaw o zadyszkę. Nawet nie zabierałem ze sobą inhalatora na wypadek, gdyby jednak się zdarzyła. Nie miała prawa!
I oto nagle którejś nocy poczułem ból w ustach przy połykaniu śliny. Tabletka przeciwbólowa zadziałała natychmiast, więc rano poszedłem do pracy. Jednak koło południa poczułem znów ból, a do tego gorączkę. Jedna z koleżanek zasugerowała poradę u laryngologa. Syn mnie zawiózł do przychodni, skąd po pół godzinie po dość wnikliwych badaniach (firma "Medicus" jest świetnie wyposażona w nowoczesną aparaturę) wyszedłem ze skierowaniem do szpitala w trybie nagłym. Sympatyczna pani doktor zasugerowała Wojskowy Szpital Kliniczny, który ma nie tylko znakomitą renomę, ale krócej trwa procedura przyjmowania na tzw. SOR-ze, czyli Szpitalnym Oddziale Ratunkowym.