Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół w Polsce. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 lutego 2026

Polska pod okupacją kościoła

Już chyba ponad miesiąc temu przeczytałem książkę Gehenna : kościelna okupacja Polski (Agora, 2025), która jest wywiadem-rzeką Artura Nowaka z prof. Stanisławem Obirkiem, który kilkanaście lat temu po zamknięciu mu ust przez władze zakonu jezuitów poczuł się zmuszony do opuszczenia zakonu oraz stanu duchownego. Jest obecnie profesorem na Uniwersytecie Warszawskim i zdeklarowanym krytykiem kościoła, a polskiego w szczególności.

W moim odbiorze, prof. Birek przekonująco dowodzi, zwłaszcza w pierwszym rozdziale, że Polska została wciągnięta w sferę władz kurii rzymskiej. O czymś, co głosi się jako chrzest Polski niewiele w gruncie rzeczy wiadomo. Niemiecki biskup Thietmar, żyjący na przełomie X i XI wieku, zwolennik cesarza Henryka II, kronikarz Niemiec, twierdził, że państwo Mieszka I jest krajem pogan i powinno został schrystianizowane. Gall Anonim, zakonnik i żyjący jeszcze później Wincenty Kadłubek, zakonnik, późniejszy jeszcze kronikarz sławili już Mieszka I, którzy przyjął chrzest, choć nie dysponowali żadnymi źródłami, żeby ustalić datę, kiedy to się stało. Nie wiadomo, jakim cudem przyjęto oficjalnie nie tylko rok, ale i datę tego zdarzenia. Pisali o tym, jak tworzył na ziemiach polskich biskupstwa i sprowadzał księży i biskupów. Choć tak naprawdę ludność na niektórych obszarach jeszcze w XIV w. czciła bożków słowiańskich.
Jakoś nie uwypukla się tego, że koronę na głowę Bolesława Chrobrego, który zdecydowanie umacniał władzę kościoła, włożył cesarz niemiecki w imieniu cesarstwa rzymskiego. I od tego czasu kontrolę nad rządami kolejnych władców w mniejszym lub większym stopniu sprawują biskupi i kardynałowie, ustanawiani przez Rzym, a tzw. lud Boży przez szeregowych kapłanów. A poniekąd puentą tej historii jest konkordat z 1993 r. , który faktycznie jest dyktatem Watykanu pod adresem rządu Polski.
Autorzy przypominają, że wszelkie bunty przeciw władzy, która wg kościoła pochodzi od Boga, były potępiane przez hierarchów kościoła.
W następnych rozdziałach mowa jest o korzeniach i historii antysemityzmu w kościele, o Janie Pawle i jego kręgu towarzysko-"zawodowego", o strażnikach naszej moralności i wybitnej roli w tym dziele zakonu jezuitów z Piotrem Skargą na czele, o kulcie maryjnym i wkładzie kard. Wyszyńskiego w dziele umocnienia kultury maryjnego, z którym wiązało się radykalne spłycenie katolicyzmu, sprowadzającego się do coraz bardziej czczych rytuałów.
Rozdział o wyzysku poświęcony  jest przywilejom dla kościoła nadanym mu przez  władze III Rzeczypospolitej. Jeśli się te wszystkie dobra zbierze w jednym miejscu, obraz okazuje się przerażający. Za to, że kościół siłami paru biskupów i księży wspierał opozycję w PRL-u zbiera do dziś olbrzymi haracz. Nie tylko w formie tzw. Komisji Majątkowej, która oddała lub wprost przekazała nieruchomości wartości ponad 6  miliardów złotych i ok. 66 tys. hektarów ziemi, w tym dobra, które z natury rzeczy nie mógł odebrać PRL, np. na Ziemiach Zachodnich. Kilka miliardów złotych uzbierało się się w formie Funduszu Kościelnego, wypłacanego co roku przez ponad 30 lat w kwocie, która już znacznie przekracza ćwierć miliarda rocznie. Miliardy płyną do Kościoła na skutek dyktatu Watykanu na skutek konkordatu. Państwo zobowiązało się do niekontrowanej przez nie katechezy od przedszkola po szkoły średnie, ustanowienie kapelanów w jednostkach wojskowych, na policji, w wojsku, szpitalach, a nawet w kancelarii prezydenckiej.  To nie koniec listy, autorzy wymieniają jeszcze inne.
Jako kluczowy odebrałem rozdział zatytułowany "Zniewolony umysł.  Katolicka toksyna". Autorzy stwierdzają coś co widać gołym okiem:że kościół w Polsce zamknął się w przedsoborowym bunkrze, że w teologii panuje całkowity marazm. Nie podejmuje się żadnych prób wyjścia poza myśl Jana Pawła. Cytatami z niego przeplatanymi zdaniami z Ewangelii żongluje się jak piłeczkami w cyrku. Cóż się dziwić, gdy polski papież ostro reagował na wszelkie przejawy wolnej myśli teologicznej na Zachodzie!
Stałym motywem w dyskusjach są utyskiwania na upadek moralności, co Jan Paweł II ujął w słowach, że człowiek  dziś żyje tak, jakby Boga nie było". Jakby nie zauważali, że z życia codziennego zniknęła niemal całkowicie przemoc, że nie rządzą nami okrutni władcy, a władza jest z wyboru i nie wymusza bezwzględnego posłuszeństwa, że w kulturze Zachodu eliminuje się dyskryminację mniejszości, że staliśmy się wrażliwi na dobrostan zwierząt itd. Kościół chciałby nadal żyć przeszłością ze wszystkimi jej patologiami oraz strachem przed Obcym. Ale w kościele, zwłaszcza polskim, dyskryminacja mniejszości, głoszenie posłuszeństwa, w tym żony wobec męża trwa jak gdyby nigdy nic. Zamiast ewangelizacji wytyka się nie tylko ateizm, ale i wszelkie "nowoczesne" praktykowanie wiary, np. księży , jak to się określa kościoła otwartego wraz z ich środowiskami.
Może nie nazwałbym tego gehenną, ale wpływ kościoła na nas wszystkich - wierzących i niewierzących jest  przemożny




sobota, 4 grudnia 2021

Grzechy główne Kościoła w Polsce

Już ponad miesiąc temu skończyłem lekturę książki Gomora : pieniądze, władza i strach w polskim Kościele (Agora, 2021) duetu Artur Nowak (prawnik) i Stanisław Obirek (teolog).
Autorzy postanowili nie szukać jakichś nowych sensacji, uznając, że bezmiar ujawnionych przez dziennikarzy niegodziwości, których dopuścili się hierarchowie polskiego Kościoła, nie bez przyzwolenia, ale i przykładu kurii Watykańskiej w czasach pontyfikatu Jana Pawła II i Benedykta XVI oraz pobłażliwości obecnego papieża Franciszka I. O tym co się działo na dworze obu pierwszych wymienionych papieży w szczegółach zobrazował Frederic Marcel w książce Sodoma, o której tu pisałem kilka miesięcy temu. Autorzy Gomory poświęcili dużo uwagi wyznaczonemu przez Wojtyłę nuncjuszowi w Polsce abpowi Józefowi Kowalczykowi, poniekąd wbrew tradycji, bo Watykan zwykle wysyłał w charakterze nuncjuszy biskupów i kardynałów spoza kraju, w którym pełnili swoją misję. I to on stał papieskimi decyzjami o nadawaniu sakr biskupich i/lub władań nad diecezjami i archidiecezjami takim - nie waham się użyć słów - kreaturom jak Głódź, Dzięga, Jędraszewski, Depo, Dec czy Tyrawa, żeby nie wydłużać listy. I on patrzył przez palce na szalbierstwa Rydzyka i niewykluczone, że stał za udzieleniem mu audiencji papieskiej. Benedykt XVI był kontynuatorem "dzieła" Jana Pawła II. Próbował ograniczyć bezmiar rozpasania w Watykanie i okolicach, ale zdał sobie sprawę, że ta maszyneria jest nie do zatrzymania i abdykował. Z kolei Franciszek sam owszem nosi się i mieszka skromnie, wykonuje gesty sprawiające  pozory życia w zgodzie z Ewangelią. Próbował też powściągnąć rozpasanie moralne hierarchów, dokonując swego rodzaju czystki w episkopacie Chile. Ale jeśli chodzi o hierarchów polskich przeniósł największego gorszyciela wśród biskupów Jędraszewskiego do Krakowa. Niemal każde jego kazanie to spektakl nienawiści,  Jest coś bardzo wymownego w tym, że tysiące wiernych, nie znających jeszcze wtedy (część do dziś udaje, że nie wie) o grzechach Jana Pawła krzyczała pod jego oknem przy Franciszkańskiej w Krakowie "Zostań z nami", a niedawno pod tym samym oknem tłum zezłoszczonych na Kościół stojący za ograniczeniami praw kobiet rozlegało się wykrzykiwane z setek jeśli nie tysięcy gardeł "Wypierdalaj!".

Zaś nakładane kary na niektórych biskupów budzą tylko złość i zgorszenie. Bo cóż to za kara opuszczenie kurii, zobowiązanie do wynagrodzenia krzywdy według własnego uznania ukaranego, czy zakaz uczestniczenia w ceremoniach kościelnych? A już zwłaszcza, gdy nie są one egzekwowane! Poza tym kuria watykańska nadal jest bezsilna wobec tego, co wyprawia Rydzyk.
W pierwszej cześć książki, zatytułowanej Siedem grzechów głównych Kościoła autorzy zbierają różne niegodziwości, jak dbałość o wizerunek Kościoła nawet kosztem ukrywania trybu życia księży, a zwłaszcza hierarchów i ukrywania księży pedofilów przy zupełnej obojętności wobec losów ich ofiar, ukrywanie majątku , im wyżej w hierarchii tym ściślejsza, wystawne życie biskupów w kręgu służalczych kurialistów, chciwość (istnienie nieoficjalnej taryfy za bierzmowanie, odwiedzanie parafii itd.), posiadanie kochanek itd. i systematyzują jako popełnianie siedmiu grzechów głównych. Choć czasem te grzechy wykraczają poza treść owych grzechów, gdy piszą o operowaniu przez biskupów strachem, lub raczej straszeniem np. zesłaniem księży do biedniejszych prowincjonalnych parafii lub do klasztoru, a księża straszą np. odmową udzielenia sakramentów.
Opisy poszczególnych typów przewin autorzy wieńczą czymś, co nazywają zasadami obowiązującymi w Kościele.
Oto [przykłady pierwsze z brzegu:

Wejście w konserwatywną narrację z naciskiem na seksualność to bardzo często stosowana strategia obronna zdemoralizowanych seksualnie hierarchów.

Pisał o niej też Martel w swojej Gomorze. Albo:

Katolickie wychowanie w modelu grzeczności i usłużności, stosunek dzieci wobec starszych oraz kobiet wobec mężczyzn to jądro przemocy w rodzinach i małżeństwach.

Albo:

Każda władza, a już szczególnie absolutna władza biskupia korumpuje, oducza empatii, tworzy dystans, bo w pałacowej perspektywie nie sposób poczuć zapachu owiec.

Niestety, nie ma tu żadnej zasady do grzechu lenistwa. A piszą tu o zblatowaniu hierarchów z każdą władzą, także PRL-owską, łącznie z licznymi przypadkami delatorstwa oraz o ubóstwie zasobów intelektualnych, które sprawia całkowitą bezradność biskupów wobec pojawiających się problemów, wobec których Kościół powinien sposoby ich rozwiązywania.

Druga część książki, zatytułowana Nadzieja, w której znać rękę teologa, prof. Obirka, w gruncie rzeczy nie daje nadziei. Mowa jest tu o rozmijaniu się biedniutkiej intelektualnie teologii, którą kieruje się polski Kościół wobec myśli Franciszka. Obecny pontifex wskazuje współczesne i przyszłe wyzwania stojące przed Kościołem i jego kapłanami i sam jest na nie otwarty, o czym świadczą jego pisma, wypowiedzi i decyzje dotyczące m.in. różnych modeli rodziny, równych praw dla mniejszości seksualnych, szukanie rozwiązań wobec kryzysu klimatycznego. Polscy biskupi zaś albo ich nie chcą widzieć, a jak niektórzy widzą, to postrzegają je jako zagrożenia dla społeczeństw, w tym wiernych i ich zachowań. Po prostu nie są na nie intelektualnie ani organizacyjnie gotowi. Zostaje więc tylko zaklinać rzeczywistość i straszyć ludzi
Wątlutką nadzieję dają nieliczni intelektualiści w Kościele, którzy chyba przez niezrozumienie tego, o czym mówią i piszą są tolerowani oraz młodsi biskupi, którzy otrzymali sakrę od Franciszka. Na razie jest ich garstka i nie mają chyba żadnego wpływu na to, ci wyczyniają Nominanci Wojtyły.

Cennym uzupełnieniem książki jest rzadka we współczesnym piśmiennictwie bibliografia adnotowana 32 publikacji książkowych polecanych przez autorów oraz liczący ponad setkę wykaż źródeł wykorzystanych w książce.
Gomora. Władza, strach i pieniądze w polskim Kościele