Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nachkriegszeit in Schlesien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nachkriegszeit in Schlesien. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2020

Niemcy i Polacy tuż po wojnie

 Pierwsze lata po wojnie kojarzą się nam z filmami "Skarb", "Prawo i pięść", "Krzyż  walecznych" "Sami swoi" czy z serialu "Dom". Czyli widzimy zburzone miasta, ciasnotę mieszkaniową, poszukiwania zaginionych i odnajdywanie się członków rodzin, a jeśli pokazywali się radzieccy żołnierze, to jako gotowi wyświadczyć przysługę za butelkę lub kankę bimbru. Jak się pojawił jakiś Niemiec to członek Wehrwolfu lub jakiś przestraszony urzędnik z biała flagą wypowiadający drżącymi ustami sakramentalne "Hitler kaputt". 

W bliższych współczesności serialach dochodzi wątek prześladowań i okrucieństwa Bezpieki, w której wysokie funkcje pełnili bezpieczniacy sowieccy. Z kolei w serialu "Gazda z Diabelnej" rozwija się z odcinka na odcinek wątek mówiącego po niemiecku chłopca i przez to początkowo odrzuconego przez otoczenie, żeby się okazało, że jest to dziecko odebrane polskiej rodzinie i przekazane do wychowania Niemcom.
W literaturze, m.in. powieściach i opowiadaniach Paukszty (Wrastanie)), Worcella (Widzę stąd Sudety, Najtrudniejszy język świata), Macha (Agnieszka, córka Kolumba) i in. akcja toczy się w pierwszych latach po wojnie na terenach "poniemieckich", ale znów nie ma tu Niemców, ani właściwie Rosjan. Są tylko problemy psychologiczne i obyczajowe osiedlających się na nich Polaków przybyłych z ziem Polsce zabranych w wyniku układu jałtańskiego oraz tzw. centralaków.

sobota, 30 lipca 2016

Powojenna wędrówka ludów. Przeczytane w szpitalu

Zeszłego czwartku pojechałem do szpitala na badanie, bo szybko się męczyłem. Miałem nadzieję najdalej ok. 9.30 - 10.00 być już w pracy. Tymczasem profesor, do którego pierwszy raz trafiłem 30 lat temu poprosił, żeby zrobiono mi spirometrię, po czym zdecydował: zostaje pan na oddziale. Pozostało mi nic innego jak zatelefonować do żony, żeby nie szykowała dla mnie obiadu, bo zjem w szpitalu. Żona jednak jak to żona: muszę ci przywieźć pidżamę, owoce, kawę i herbatę, filiżankę, coś do czytania itd. I dwie godziny potem już z tym majdanem była.
Trafiłem na Oddział... Geriatrii i Alergologii, pod opiekę znakomitego lekarza (nie podaję nazwiska, może sobie tego nie życzyć) i niezwykłego w swej pogodzie ducha i uczynności personelu pomocniczego. W tym także pielęgniarza około "sześćdziesiątki", dla którego nie mogłem nie wyrazić podziwu. Tkwi we mnie pewnie jakiś atawizm mentalny, każący mi postrzegać mężczyzn jako ludzi łatwiej poddających się uczuciu zniecierpliwienia, a ten pan kaprysy chorych znosił z taką samą anielską cierpliwością i uprzejmością, jak panie.
Denerwująca była jedna pacjentka, niepełnosprawna intelektualnie, która jakby znajdowała upodobanie w tym, że wszyscy wokół niej skaczą.
Bo leżałem na sali koedukacyjnej, a chorych dzieliły tylko leciutkie przepierzenia. A ja do tego w sąsiedztwie tej kobiety, która nie zdawała sobie sprawy, że mogę nie chcieć oglądać jej rozkopanej tylko w jakichś krótkich gatkach, z wywalonym brzuchem. Więc gdy ona odsuwała przepierzenie, ja je zasuwałem. Zwłaszcza na czas posiłków. Bo każdą niemal chwilę przeznaczałem na czytanie i spacery  w przyszpitalnym parczku. Płynny i głęboki oddech odzyskałem bowiem szybko dzięki, jak się pan doktor wyraził, uderzeniowej dawce sterydów, w postaci trzy razy dziennie serwowanej inhalacji i dwa razy iniekcji.
Poza tym rozmaite badania, w tym gastroskopia, którą zniosłem zadziwiająco dobrze. Za miesiąc czeka mnie powtórka.