niedziela, 6 lipca 2014

Odchodzą wetererani pracy Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu



Dowiedziałem się niedawno o śmierci zasłużonej bibliotekarki Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu, pani Teresy Osieckiej
Pani Teresa kierowała w latach osiemdziesiątych bardzo rozbudowanym Oddziałem Gromadzenia Zbiorów, podzielonym na sekcje kupna,  wymiany i darów oraz egzemplarza obowiązkowego. Doszła do tego stanowiska przechodząc wszystkie szczeble wtajemniczenia,  więc doskonale znała swoje rzemiosło. Można rzec, że nie miałem z tym działem problemów, ale też i specjalnych powodów do  satysfakcji zawodowej. Z pewną szkodą dla pracujących w nim ludzi, pełnych zapału, pasji i rozmaitych własnych talentów, którym z konieczności dawali ujście poza pracą zawodową.

niedziela, 29 czerwca 2014

Śpiewaj ogrody - gdańska powieść Huellego

Po kilkudziesięciu stronach myślałem, czy nie odłożyć lektury nowej powieści gdańskiego pisarza na później. Akcja wlokła się bowiem wolno, a kaszubszczyzna jednej z postaci zdawała się nieco sztuczną próbą erudycyjnego popisu autora. Ale wtedy akurat wątki z różnych okresów (połowa XVIII w., lata międzywojenne i powojenne) zaczęły się zazębiać i nabierać wyrazistości, a ukazane wcześniej tło historyczno-topograficzne - nabierać głębszego sensu.
Akcja koncentruje się wokół okazałej willi przy dzisiejszej ulicy Polanki, zbudowanej przez osiadłego tu francuskiego oficera-awanturnika, szukającego przygód w całej niemal Europie,  a w Oliwie dopuszczającego się odrażających czynów, zaspokajających jego najdziksze fantazje. Po przebudowanych i rozbudowach w okresie Wolnego Miasta gdańska mieszka tu pewne niemieckie małżeństwo. Ona , Greta, jest chórmistrzynią w sopockiej Operze Leśnej, której szef swoimi talentami i zabiegami, a kręgosłup ideowy miał dość miękki,  nadał rangę drugiego Bayreuth, czyli ośrodka kultywującego muzykę Wagnera.On, Ernest Teodor Hoffman (ojciec takie dal mu imiona, żeby kojarzyły się z pisarzem okresu romantyzmu) jest muzykologiem, kompozytorem i kolekcjonerem, należącym do miejscowego establishmentu, pracującym nad dokończeniem zaczętej przez Wagnera opery oraz nad pieśnią, którą planował zadedykować żonie, opartej na poezji Rainera Marii Rilkego, którego jeden z wierszy zaczyna się od słów "Śpiewaj ogrody". Ernest Teodor miał nadzieję, na wystawienie opery w Sopocie, ale widząc, że miałaby ona służyć w kampanii propagandowej nazistów, wycofał się z zamiaru i mając dzieło dokończone, ukrył je. Natomiast prawykonanie pieśni nie zyskało rozgłosu, gdyż ci, którzy mogliby je nagłośnić stchórzyli przed nazistami. A jeden z członków zespołu kameralnego, który spotykał się przy Polenkengasse (Polanki) w celu wspólnego muzykowania w salonie i ogrodzie, pastor z Królewca, doniósł władzom na gospodarza willi, w wyniku czego gdy nadeszła wojna został on wywieziony do obozu w Stutthofie i słuch o nim zaginął.

piątek, 20 czerwca 2014

Bibliotekarze na rowerach

No i pojechała kawalkada wrocławskich bibliotekarzy! Mniejsza niż się spodziewaliśmy, gdyż jak na złość na pół godziny przed porą startu spadł deszcz i zrobiło się trochę chłodno. Co prawda po pół godzinie deszcz ustał, ale na miejsce startu stawili się tylko najzagorzalsi cykliści, głównie płci nadobnej. W tym prodziekan Wydziału Nauk Pedagogicznych naszej uczelni dr Urszula Dzikiewicz-Gazda. Miała być honorowym starterem,  ale policja po sprawdzeniu kompetencji liderki przejażdżki (Magdy Karciarz) sama dała znak ruszając samochodem i obeszło się bez huku.
Trasa nie była trudna, z wyjątkiem konieczności podjazdu na estakadę. Ale potem było ponad kilometr zjazdu i można było złapać oddech. A na mecie czekała już spiritus movens całego przedsięwzięcia Małgosia Kiwior z małą Nastką. Ognisko się paliło, a pod namiotem czekały zgromadzone od sponsorów (Urząd Miasta i Dolnośląska Szkoła Wyższa) podarki:: t-shirty, książki, mapy miasta i inne drobiazgi w firmowych torbach. Dołożyłem do tego zapowiadaną butelkę wina. Po chwili trzeba było to wszystko szybko zabrać do hangarów, gdyż znów lunęło. I to solidnie.Przeczekując deszcz organizatorzy rozdali upominki. Ale też i zadania. Z podarowanej książki (opowiadania kryminalne, których miejscem akcji jest Wrocław) należało według przygotowanych szyfrów wybrać wyrazy i ułożyć z nich wierszyki, dodając wyraz "biblioteka" lub "rower" w dowolnym przypadku i czasie. Dałem sobie z tym rade dopiero po powrocie do domu, gdzie ułożyłem limeryk. Niezbyt rytmiczny, bo jednak zmieścić w pięciu wersach siedem obowiązkowych wyrazów to jednak trudna sztuka. Za to udało mi się użyć obu wyrazów dodatkowych.

niedziela, 15 czerwca 2014

Sławomir Mrożek o sobie

Interesujący się bieżącym życiem literackim wiedzą, że wielki polski dramaturg doznał w 2002 roku udaru mózgu, którego skutki, w tym zwłaszcza afazję, pokonywać musiał przez całe lata. Jedna z form terapii było pisanie własnej autobiografii. Czynił to odręcznie, korzystając z pomocy terapeutki, która notatki czytała i wspólnie je następnie redagowali.
Wyszła z tego dość pokaźna  rozmiarami (248 stron.) opowieść o drodze dziecka z podkrakowskiej dość dużej wsi do wielkiego świata. Autor pisze o swoich dziadkach i rodzicach, ciepło i serdecznie o matce, z pewnym żalem i dystansem o ojcu, o wojennych peregrynacjach między domem rodzinnym i domem wujostwa w Krakowie i wakacjami u dziadków.
Biografia twórcza Mrożka jest dość dobrze opisana, nie ma więc specjalnych powodów, żeby ją tu przytaczać nawet z grubsza. Może jednak warto przytoczyć anegdotę o kulisach przeistaczania się autora opowiadań i rysunków satyrycznych (w prasie codziennej i w "Przekroju") w dramaturga. Otóż wspólnie z doświadczeńszymi kolegami napisali całospektaklowy program satyryczny, który odniósł sukces widowiskowy, ale jego nazwisko utonęło wśród kilku innych, co nie dało mu wystarczającej satysfakcji. Zaszył się zaraz potem w domu pracy twórczej w Zakopanem i po kilku tygodniach miał gotową sztukę teatralną  "Policjanci". Krakowskiemu środowisku twórczemu brakło albo nosa albo odwagi, więc o wydrukowanie zwrócił się do ówczesnego redaktora naczelnego miesięcznika "Dialog" Adama Tarna. Ten odznaczał się jednak tym, czego krakowskim zoilom zabrakło. W rezultacie sztuka została wydrukowana i dość szybko obeszła większość polskich teatrów oraz tłumaczeń i wystawień za granicą.

środa, 11 czerwca 2014

Co dalej z bibliotekarzami dyplomowanymi

Przez całe lata w bibliotekach naukowych panował pewien ład w w zakresie pragmatyki bibliotekarskiej. Nie taki wprawdzie, jak mi się marzył, wzorowany na bibliotekarstwie brytyjskim, ale był. W bibliotekach szkolnych i pedagogicznych zatrudniani mogą być bibliotekarze z kwalifikacjami pedagogicznymi. Mają oni status nauczycieli i swoją ścieżkę awansu, na której trzeba wykazać się udokumentowanymi osiągnięciami.
I jakimś cudem stan rzeczy został tu zachowany.
Zaś pracowników bibliotek publicznych i naukowych objęto "deregulacją", w wyniku której bibliotekarzem może być każdy. W bibliotekach naukowych istniała też od dziesiątek lat elitarna grupa bibliotekarzy dyplomowanych, którzy poza formalnymi wymogami (ukończone studia wyższe, znajomość przynajmniej jednego języka obcego i pewien minimalny (konkretnie dwa lata) staż pracy w tej kategorii bibliotek, musieli wykazać się dorobkiem naukowym, dydaktycznym i organizacyjnym oraz zdać egzamin przed komisją państwową.