wtorek, 22 lipca 2025

Christine. Epizod w aktywności słynnej polskiej agentki

Późną zimą 1941 r. Sowieci już nie mają złudzeń, że mimo porozumienia Ribbentrop-Mołotow Hitler szykuje napaść na ich kraj. Chodzi im tylko o to, żeby jak najdalej przesunąć ją w czasie i przygotować obronę. Wiele zależy od tego, żeby nie dopuścić do przystąpienia Jugosławii do porozumienia z Niemcami.
Wysyłają więc do Belgradu wypróbowanych agentów. Są tam już agencji brytyjskiej siatki M16, a wśród nich Christine Grandville, pod którym to nazwiskiem działa Krystyna Skarbek. Wybiera się tam też agent Abwehry porucznik Kruger, gdzie czeka już agentka Karin. Wprawdzie Żydówka, ale sprawna i ma ją w garści, gdyż jako zakładniczka mieszka w Warszawie jej matka, którą Abwehra z konieczności chroni. Pod tym imieniem Krystyna Skarbek, której zadaniem jest nie wzbudzając podejrzeń doprowadzić Niemca do dyskredytacji i zmusić do przejścia na stronę wroga. Kruger ma on też dbać o wpływy u Hitlera jego szefa Canarisa i stanowić przeciwwagę dla innego agenta niemieckiego Landaua, za którym stoi bardziej wpływowy w Berlinie Bormann. Zadaniem Niemców, zmuszonych przez niższego stopniem zewrzeć szeregi i oczywiście doprowadzić jak najszybciej do paktu z księciem Pawłem, który pełnił funkcję władcy z powodu niepełnoletności następcy króla.
Swoją rolę do odegrania ma premier kraju Cvetković, Chorwat, któremu bardziej niż o Jugosławię idzie o jego ojczyznę.
Wszystko ma się rozstrzygnąć podczas przedstawienia baletu "Jezioro łabędzie" w Tetrze Narodowym z udziałem monarchy, a właściwie w czasie przewidzianych półgodzinnych antraktów, choć jak można było przypuszczać szpiedzy także wymykali się ze swoich miejsc także podczas trwania przedstawienia. Zresztą, nie byli to miłośnicy muzyki i baletu.
Jak się skończył spektakl i zdarzenia po nim następujące, to już Czytelnicy muszą sami przeczytać.
Autor powieści Christine Vincent V. Severski (wyd. 2, Czarna Owca, 2024) zręcznie prowadzi narrację, w sposób wiarygodny wkłada w usta agentów dialogi i na wszelki wypadek wstawia fragmenty - fikcyjnych rzecz jasna - raportów pisanych przez agentów do swoich centrali. Bo i czytelnik bez nich może nie nadążyć za grą prowadzoną przez szpiegów. Zresztą narracja i raporty wzajemnie się uzupełniają, bo przecież agenci raportowali to, co uznawali za prawdę, nie zdając sobie sprawy, że byli świadomie wprowadzani w błąd. Sami wprowadzali w błąd i byli wprowadzani.
Christine. Powieść o Krystynie Skarbek - Piotr Niemczyk, Vincent Viktor Severski - książka

niedziela, 6 lipca 2025

Losy Żydów bieszczadzkich

 Bieszczady mają swego wiernego historyka. Krzysztof Potoczała jest dziennikarzem i reportażystą, który swoje zainteresowania skupił na historii najnowszej i dniu dzisiejszym Bieszczadów.
Najnowsza jego książka O czym drzewa w Bieszczadach nie szumią (Znak, 2025) jest pod wieloma względami wyjątkowa. W wyniku drobiazgowej analizy nielicznych dokumentów, lub zgoła mikrośladów, jak wytrawny śledczy odtworzył tragiczną historię rodziny Lejnnerów, z której z holokaustu ocalała tylko córka przedwojennego handlarza zbożem Szulamit (Salomea), który z Sambora przeniósł się do Ustrzyk Dolnych i jej brat. Który zresztą nie nacieszył się życiem, gdyż tuż po wojnie z obozu dipisów (osób, które ocalały z wojny, ale straciły miejsce zamieszkania) próbował przedostać się do Palestyny, ale  przeładowany ludźmi statek zatonął).
Początek dwudziestego wieku aż do rozpoczęcia wojny autor przedstawia nieomal jak każde inne kresowe miasteczko. Topografia, w tym dom zajmowany przez rodzinę Lejnnerów, życie społeczne, relacje między ludnością żydowską i polską, zajęcia, życie towarzyskie i religijne. Wystarczyło tylko przedstawienie amatorskie napisane przez miejscowego lekarza, żeby nacjonalistyczny lokalny pismak Klaudiusz Hrabyk (starsi pamiętają go jako herolda kierowanej przez PZPR i jej propagandę hecy antyżydowskiej w 1968 r.) napisał serię artykułów o antypaństwowej aferze w Ustrzykach.Po śmierci Piłsudskiego nastroje antyżydowskie wzmogły się, ale prawdziwa gehenna zaczęła się z początkiem wojny. Najpierw przyszli tu Niemcy, którzy zmuszali Żydów do rozmaitych prac, więzili i znęcali się nad nimi. Przyjście Rosjan przywitali z ulgą, ale ci szybko zaczęli robić bolszewickie porządki z kolektywizacją wszystkiego, co się dało, a opornych czekały wywózki , jak się wtedy mawiało "w głąb Związku Radzieckiego. Szulamit próbowała wtopić się w polskie środowisko, nauczyła się polskich modlitw i nawet wzięła katolicki ślub. Małżenstwo długo nie potrwało.
Wraz z napaścią Niemiec na Związek Sowiecki znów przyszli Niemcy. A wraz z nimi terror, strzelanie przez gestapowców, zwłaszcza przez komendanta z Sanoka, dla którego zabijanie Żudów sprawiało swego rodzaju zabawę lub zgoła przyjemność. W Ustrzykach powstało getto , do którego zwieziono Żydów z okolicznych wsi i miasteczek. Poszła doń wraz z rodzicami i rodzeństwem Sulamit. Stamtąd wywieziono Żydów do obozów koncentracyjnych, głównie do Sobiboru. Tam też trafiła rodzina Lejnerów.
W obozie zorganizowano próbę ucieczki, w której wzięła udział także Szulamit. W ponad stu uciekinierów do odległego o ok. sto metrów lasu uciekła garstka. Także postrzelona w nogę Szulamit. Udało się jej dotrzeć do Krakowa, do polskiej rodziny z Ustrzyk. Odkarmiona, ubrana, nie czuła się bezpiecznie w okupowanym Krakowie. Zdecydowała się na dalszą niebezpieczną drogę i już w pierwszych tygodniach po wojnie znalazła się w obozie dla dipisów. Jej nie udało się popłynąć do Palestyny, gdyż statek z nią został przez Anglików zawrócony. Tam wyszła za mąż, zatajając przed żydowskim mężem swoje wcześniejsze małżeństwo katolickie, i ostatecznie osiadła we Francji, gdzie dożyła sędziwego wieku. Nie zdecydowała się na podróż w rodzinne strony, żeby uniknąć wspomnień tragicznych przeżyć.  Zrobił to dopiero jej jedyny syn.
Jej historia potwierdza, że niemal wszyscy Niemcy, którzy trafili do gett i obozów uszli z życiem cudem. Łatwiej było tym, którzy mając rodziny na wsiach tam względnie bezpiecznie przetrwali wojnę. Jeśli nie doniósł na nich wścibski i chciwy sąsiad
O czym drzewa w Bieszczadach nie szumią. Ocalona z Sobiboru - tantis.pl