poniedziałek, 18 sierpnia 2025

Życie zawnętrzne Annie Arnaud

Zachęcony swego czasu powieścią Lata świeżo upieczonej noblistki sięgnąłem po książkę Życie zewnętrzne (Wydawnictwo Czarne, 2025).
W pierwszym odruchu po przyniesieniu tego niewielkiego tomu, odłożyłem go i zabrałem się za co innego. Na pozór wyglądało to na ciąg nic nie znaczących opisów epizodycznych zdarzeń. Ale za drugim razem zauważyłem jakieś odniesienie się do jakiegoś zdarzenia opisanego w prasie francuskiej. Zrodziła się nadzieja, że może znajdę tu i opisy bardziej znaczących zdarzeń. Trop jednak był mylący. Ale znalazłem coś ciekawszego: Większość tych obserwacji, w dużej części wynikających z codziennych dojazdów koleją z przedmieścia do centrum Paryża, była opatrzone refleksją autorki i sprawiała w moich oczach wrażenie krótszych wierszy lub miniesejów podobnie jak w nich zakończonych mniej lub bardziej błyskotliwą puentą. I wtedy już przeczytałem wszystkie, ale nie ciurkiem, żeby nie stępić w sobie uwagi. Ale i przyjemności lektury.
Podobne obrazki od pewnego czasu zamieszcza w "Tygodniku Powszechnym" Eliza Kącka. Tyle że  w każdym zdają się mieć one wspólny mianownik.
Czytam je, bo uczą uważności i refleksyjności, której na ogół nam brakuje, bo żyjemy w pędzie. Jako tzw. weteran pracy, mogę ten pęd trochę zwolnić.
Zupełnie odmienna jest trzecia część książki. Autorka jest bywalczynią wielkich supermarketów i z perspektywy klientki obserwuje pracę zatrudnionych tam osób, klientów przygodnych i stałych. I dostrzega to, czego się na ogół nie widzi: nie tylko manipulowanie przez zarządzające korporacje cenami i zmianami ustawień towarów i i ekspozycji w witrynach, ale także nastawieniem na różna kategorie klienteli pod kątem zasobności ich portfeli, stylów życia pojedynczych osób i rodzin, płci,  upodobań, podatności na reklamy i sugestie personelu, wieku, a więc i np. wzrostu itd.
Zawarte tu obserwacje nie mają żadnych pretensji do naukowości, moim zdaniem nawet i literackości, ale składają się na łagodne, ale rzeczowe oskarżenie neoliberalizmu. Choć oczywiście nie widzi widzi dlań alternatywy.
A może to ja tak tego (nie) widzę?
Życie zewnętrzne - książka

wtorek, 22 lipca 2025

Christine. Epizod w aktywności słynnej polskiej agentki

Późną zimą 1941 r. Sowieci już nie mają złudzeń, że mimo porozumienia Ribbentrop-Mołotow Hitler szykuje napaść na ich kraj. Chodzi im tylko o to, żeby jak najdalej przesunąć ją w czasie i przygotować obronę. Wiele zależy od tego, żeby nie dopuścić do przystąpienia Jugosławii do porozumienia z Niemcami.
Wysyłają więc do Belgradu wypróbowanych agentów. Są tam już agencji brytyjskiej siatki M16, a wśród nich Christine Grandville, pod którym to nazwiskiem działa Krystyna Skarbek. Wybiera się tam też agent Abwehry porucznik Kruger, gdzie czeka już agentka Karin. Wprawdzie Żydówka, ale sprawna i ma ją w garści, gdyż jako zakładniczka mieszka w Warszawie jej matka, którą Abwehra z konieczności chroni. Pod tym imieniem Krystyna Skarbek, której zadaniem jest nie wzbudzając podejrzeń doprowadzić Niemca do dyskredytacji i zmusić do przejścia na stronę wroga. Kruger ma on też dbać o wpływy u Hitlera jego szefa Canarisa i stanowić przeciwwagę dla innego agenta niemieckiego Landaua, za którym stoi bardziej wpływowy w Berlinie Bormann. Zadaniem Niemców, zmuszonych przez niższego stopniem zewrzeć szeregi i oczywiście doprowadzić jak najszybciej do paktu z księciem Pawłem, który pełnił funkcję władcy z powodu niepełnoletności następcy króla.
Swoją rolę do odegrania ma premier kraju Cvetković, Chorwat, któremu bardziej niż o Jugosławię idzie o jego ojczyznę.
Wszystko ma się rozstrzygnąć podczas przedstawienia baletu "Jezioro łabędzie" w Tetrze Narodowym z udziałem monarchy, a właściwie w czasie przewidzianych półgodzinnych antraktów, choć jak można było przypuszczać szpiedzy także wymykali się ze swoich miejsc także podczas trwania przedstawienia. Zresztą, nie byli to miłośnicy muzyki i baletu.
Jak się skończył spektakl i zdarzenia po nim następujące, to już Czytelnicy muszą sami przeczytać.
Autor powieści Christine Vincent V. Severski (wyd. 2, Czarna Owca, 2024) zręcznie prowadzi narrację, w sposób wiarygodny wkłada w usta agentów dialogi i na wszelki wypadek wstawia fragmenty - fikcyjnych rzecz jasna - raportów pisanych przez agentów do swoich centrali. Bo i czytelnik bez nich może nie nadążyć za grą prowadzoną przez szpiegów. Zresztą narracja i raporty wzajemnie się uzupełniają, bo przecież agenci raportowali to, co uznawali za prawdę, nie zdając sobie sprawy, że byli świadomie wprowadzani w błąd. Sami wprowadzali w błąd i byli wprowadzani.
Christine. Powieść o Krystynie Skarbek - Piotr Niemczyk, Vincent Viktor Severski - książka

niedziela, 6 lipca 2025

Losy Żydów bieszczadzkich

 Bieszczady mają swego wiernego historyka. Krzysztof Potoczała jest dziennikarzem i reportażystą, który swoje zainteresowania skupił na historii najnowszej i dniu dzisiejszym Bieszczadów.
Najnowsza jego książka O czym drzewa w Bieszczadach nie szumią (Znak, 2025) jest pod wieloma względami wyjątkowa. W wyniku drobiazgowej analizy nielicznych dokumentów, lub zgoła mikrośladów, jak wytrawny śledczy odtworzył tragiczną historię rodziny Lejnnerów, z której z holokaustu ocalała tylko córka przedwojennego handlarza zbożem Szulamit (Salomea), który z Sambora przeniósł się do Ustrzyk Dolnych i jej brat. Który zresztą nie nacieszył się życiem, gdyż tuż po wojnie z obozu dipisów (osób, które ocalały z wojny, ale straciły miejsce zamieszkania) próbował przedostać się do Palestyny, ale  przeładowany ludźmi statek zatonął).
Początek dwudziestego wieku aż do rozpoczęcia wojny autor przedstawia nieomal jak każde inne kresowe miasteczko. Topografia, w tym dom zajmowany przez rodzinę Lejnnerów, życie społeczne, relacje między ludnością żydowską i polską, zajęcia, życie towarzyskie i religijne. Wystarczyło tylko przedstawienie amatorskie napisane przez miejscowego lekarza, żeby nacjonalistyczny lokalny pismak Klaudiusz Hrabyk (starsi pamiętają go jako herolda kierowanej przez PZPR i jej propagandę hecy antyżydowskiej w 1968 r.) napisał serię artykułów o antypaństwowej aferze w Ustrzykach.Po śmierci Piłsudskiego nastroje antyżydowskie wzmogły się, ale prawdziwa gehenna zaczęła się z początkiem wojny. Najpierw przyszli tu Niemcy, którzy zmuszali Żydów do rozmaitych prac, więzili i znęcali się nad nimi. Przyjście Rosjan przywitali z ulgą, ale ci szybko zaczęli robić bolszewickie porządki z kolektywizacją wszystkiego, co się dało, a opornych czekały wywózki , jak się wtedy mawiało "w głąb Związku Radzieckiego. Szulamit próbowała wtopić się w polskie środowisko, nauczyła się polskich modlitw i nawet wzięła katolicki ślub. Małżenstwo długo nie potrwało.
Wraz z napaścią Niemiec na Związek Sowiecki znów przyszli Niemcy. A wraz z nimi terror, strzelanie przez gestapowców, zwłaszcza przez komendanta z Sanoka, dla którego zabijanie Żudów sprawiało swego rodzaju zabawę lub zgoła przyjemność. W Ustrzykach powstało getto , do którego zwieziono Żydów z okolicznych wsi i miasteczek. Poszła doń wraz z rodzicami i rodzeństwem Sulamit. Stamtąd wywieziono Żydów do obozów koncentracyjnych, głównie do Sobiboru. Tam też trafiła rodzina Lejnerów.
W obozie zorganizowano próbę ucieczki, w której wzięła udział także Szulamit. W ponad stu uciekinierów do odległego o ok. sto metrów lasu uciekła garstka. Także postrzelona w nogę Szulamit. Udało się jej dotrzeć do Krakowa, do polskiej rodziny z Ustrzyk. Odkarmiona, ubrana, nie czuła się bezpiecznie w okupowanym Krakowie. Zdecydowała się na dalszą niebezpieczną drogę i już w pierwszych tygodniach po wojnie znalazła się w obozie dla dipisów. Jej nie udało się popłynąć do Palestyny, gdyż statek z nią został przez Anglików zawrócony. Tam wyszła za mąż, zatajając przed żydowskim mężem swoje wcześniejsze małżeństwo katolickie, i ostatecznie osiadła we Francji, gdzie dożyła sędziwego wieku. Nie zdecydowała się na podróż w rodzinne strony, żeby uniknąć wspomnień tragicznych przeżyć.  Zrobił to dopiero jej jedyny syn.
Jej historia potwierdza, że niemal wszyscy Niemcy, którzy trafili do gett i obozów uszli z życiem cudem. Łatwiej było tym, którzy mając rodziny na wsiach tam względnie bezpiecznie przetrwali wojnę. Jeśli nie doniósł na nich wścibski i chciwy sąsiad
O czym drzewa w Bieszczadach nie szumią. Ocalona z Sobiboru - tantis.pl



niedziela, 22 czerwca 2025

Gehenna czechosłowackich zakonnic

 Mało kto wie, co w komunistycznej Czechosłowacji przeszły zakonnice katolickie. Nie wiedziała o tym młoda dziewczyna z okolic Brna, która po domowych przejściach z tyranem ojcem zdecydowała się na stan zakonny. Trafiła do klasztoru w Bilej Vodzie, na granicy z Polską. Jest ona jedną z dwóch głównych bohaterek dwutomowej powieści Kateriny Tućkovej powieści Bila Voda (przeł. Julia Różewicz, Afera, 2024).

Nowicjuszka Lena dostaje się pod opiekę dość wiekowej siostry, która początkowo ją denerwuje swoją opiekuńczością. Dzieli celę z polską mniej więcej rówieśniczką, pomaga trochę w ogrodzie i dziwi ją duży jak na klasztor cmentarz samych kobiet, niektórych żyjących krótko.  Dostaje zadanie uporządkowania archiwum klasztornego, przez które jakby przeszedł kataklizm. Nie da się tego robić nie zaglądając do treści zachowanej korespondencji, notatek, dokumentów. I tu trafia na przerażającą historię.
Otóż komunistyczne władze Czechosłowacji zdecydowały w 1951 r. o skoszarowaniu wszystkich zakonnic z całego kraju właśnie w tym klasztorze, powodując w nim nieludzki tłok. Przez blisko 40 lat był to właściwie obóz koncentracyjny. Klasztor stał się właściwie sypialnią dla zakonnic na raptem parę godzin. Spały latem w duchocie, zimą w zimnie, kiedy musiały grzać się bliskością swoich ciał. A rano jedne maszerowały do prac polowych w czeskich kołchozach, drugie zaś samochodami rozwożone były do fabryk, w których pracowały po kilkanaście godzin. z przerwą na lichy posiłek, w rezultacie wiele umierało lub zostały okaleczone przez maszyny.  Do czasu upadku władz komunistycznych przeżyły nieliczne, a wśród nich jej opiekunka Ewarysta.
Ona to podtrzymywała siostry na duchu i stała się nieformalną ich przywódczynią.
A Lena pełna sił towarzyszyć zaczęła starszym zakonnicom w zakupach w pobliskim miasteczku Jesioniku. Tam pozwalano jej na dwie - trzy godziny pobytu w bibliotece, gdzie szuka informacji wzbogacających wiedzę o sytuacji kościoła w Czechosłowacji.
Czyta dokumenty urzędowe o poczynaniu władz państwowych i lokalnych, w których o współpracujących z władzą księżach pisze się jako o towarzyszach. Towarzyszem jest też biskup, a władzom nie przeszkadza to, że biskup ma dwóch synów, którzy są urzędnikami państwowymi "skierowanymi na odcinek" kontroli nad kościołem lokalnym i dopuszcza się torturowania starego księdza, po przejściach w obozie koncentracyjnym w Dachau. Jego towarzysz niedoli przyłącza się zresztą do "księży patriotów"
To tylko początek powieści. Dziewczyna trafia też do Pragi i tam dopiero w archiwach dociera do rewelacyjnych dokumentów, które w części są w powieści przytaczane.
Okazuje się, że przez cały czas działał kościół podziemny ze swoim legalnie otrzymaną sakrą biskupem, a siostra Ewarysta okazuje się jego członkinią.
Z kościołem tym fatalnie obszedł się papież Jan Paweł II, w którym zakonnice pokładały wielkie nadzieje.
Jest co czytać (w sumie blisko 800 stron). I warto! Autorka za tę powieść, nad którą pracowała 10 lat, nagrodzona została Nagrodą Państwową.
Bílá Voda, część 1 i 2

czwartek, 22 maja 2025

Polski thriller polityczny

Powieść znanego pisarza i scenarzysty (seriale sensacyjne "Szadź", "Rysa", "Erynie" i in.)  Igora Brejdyganta Uwolniona (Znak, 2024) trudno jednoznacznie zakwalifikować jako kryminał lub jako thriller, do tego polityczny. Łączy bowiem cechy obu tych gatunków.
Oto kobieta po trzydziestce dowiaduje się o śmierci swego przyjaciela, lub raczej kogoś więcej, bo ma klucze do jego mieszkania. Ale też zaprzyjaźnionego z jej matką, dziennikarką w czołowym dzienniku, chorującą na raka. Wiele przemawia za tym, że śmierć była efektem samobójstwa. Kobiecie wydaje się jednak podejrzane, że mniej więcej jej rówieśnik, reporter, nie skarżący się na zdrowie i jakieś problemy życiowe popełnia samobójstwo. I zaniedbując swą pracę zawodową w firmie reklamowej, a potem ją wręcz porzucając, decyduje się podjąć śledztwo.
Wie, że zmarły(?) pracował nad losami reportera, który wspólnie z umierającą matką kobiety w 1989 r. wysłany na obserwację wydarzeń w Rumunii i tam ostatni raz był widziany prowadzony przez milicjantów, najpewniej do aresztu, po czym ślad po nim zaginął.
Szybko zostaje porwana przez agentów ABW, ale dość szybko wypuszczona. Każe jej to przypuszczać, że to jednak było zabójstwo, za którym stoją służby, być może zinfiltrowane przez służby rosyjskie. Zdaniem jej matki w odsunięciem Ceausescu i objęcie rządów przez niedawnego jego współpracownika, już byłego komunisty najpewniej stały służby wtedy jeszcze sowieckie. I to za ich sprawą zniknął polski reporter.
W śledztwie pomocni są znajomi, służący wiedzą, ale okazuje się, że nie każdy z nich ma czyste intencje, oraz oficer policji, który ryzykując utratę pracy, ale też użycie wobec niego przemocy. I kiedy już oboje, po rozmaitych dramatycznych przejściach, znaleźli się w matni bez wyjścia, następuje zaskakujące rozwiązanie, a przy okazji staje się jasne, że  w dwudziestych latach XXI wieku  nie tylko "Rosja (wciąż) tu jest".
Uwolniona - zdjęcie 1